Majandra Delfino

M&M (5)

Poprzednia część Wersja do czytania

Mierzyli się spojrzeniami.

—Puść ją!- wycharkał wściekły Michael.

—Ale ona chce ze mną zostać- uśmiechnął się Jessi.

—Maria odsuń się!- krzyknął Mich.
Dziewczyna zupełnie nie zwróciła na to uwagi.

—Co jej zrobiłeś?- Michael był jeszcze bardziej wzburzony.

—Maria!- Liz nie wytrzymała, podbiegła do Marii i pociągnęła gwałtownie za rękę...





Maria chodziła po dziwnym pomieszczeniu, pełnym tajemniczych urządzeń. W głębi zobaczyła szafkę z książkami. Podeszła i wyciągnęła jedną z nich. Mieniła się wszystkimi kolorami. Zajrzała do środka, a gęsia skórka pojawiła się na jej rękach. W książce widniała jej podobizna i krótki opis w nieznanym jej języku.
"To chyba coś złego" myślała. Jednak gdy przewróciła kartkę, zdziwiła się jeszcze bardziej, ale jednocześnie bardzo uspokoiła. Znalazła tam podobizny pięciu osób – dwie pary i jedna sama, obok widniał znak, znany jako pięć planet układu "kosmicznego", każda była podpisana i miała swój własny znak rozpoznawczy.
Środkowa to Max, pierwsza po prawej to Lisabeth...
"To prawie jak Liz..."
...Powyżej Isabel, na lewo od Maxa, na górze był Michael, a ostatnia planeta to..... Marii!














"Co to?..."





Michael korzystając z okazji wyciągnął dłoń i "strzelił" mocą w Jessiego. Ramirez poleciał w tył, ale szybko złapał równowagę. Teraz on wyciągnął dłoń i czerwony strumień popchnął Michaela na ścianę. Max zareagował natychmiast. Zielone światło zaatakowało Jessiego. Bardzo się zdziwił, bo dotychczas ich moce nie miały żadnego koloru. Za chwilę dołączyło do niego światło fioletowe- to Isabel, i żółte, gdy Michael ocknął się po uderzeniu.
Jessi zwijał się z bólu, lecz nagle otworzyło się przejście w ścianie, skoczył w tamtym kierunku.

—To jeszcze nie koniec- rzucił znikając.

—Maria!- usłyszeli głos Liz, stojąc dalej w osłupieniu.
Pierwszy zareagował Max. Odwrócił się i podbiegł do Marii, która patrzyła na nich już normalnym wzrokiem, ale ze zdziwioną miną.

—Nie macie pojęcia co muszę wam powiedzieć!!

—Jedziemy do nas- rzucił Michael.



—Więc jesteśmy królewską piątką?- zdziwiła się Liz.

—Wow!- Alex nie mógł w to uwierzyć. -Tak- Maria pokiwała głową.
Max objął delikatnie Liz.

—Zawsze mówiłem, że jesteś moim jedynym przeznaczeniem.

—A te światła?- Guerin był ciekawy.

—Z tego co się dowiedziałam, to nasze moce...,hmmm, jak to śmiesznie brzmi...., no więc, nasze moce są kolorowe jeżeli któreś z nas umiera lub jest bardzo chore.

—Maria tak jakby umarła- wtrąciła się Isabel- znalazła się duszą w innym wymiarze.

—Dokładnie- potwierdził Alex- Ale, Maria, jesteś pewna, że było tam tylko pięć, a nie sześć planet??

—Tak Alex- zaśmiała się- jestem pewna.

—Szkoda.

—Już lepiej się czujesz?- Mich przysunął się do Marii.

—Tak, dzięki. Gdyby nie pamięć o tym zdarzeniu, to w ogóle nie mogłabym po sobie poznać, że to się stało.

—Rodzice będą się martwić- zauważyła Liz- pewnie już wrócili od tych przyjaciół.

—Odwiozę cię- zaoferował się Max.

—Dziękuję. Pa Mari, cześć wszystkim!

—Hej!- rzucił Max.

—Jestem głodna- mlasnęła Isabel- A ty Alex?

—Czy to randka?

—Hmmm, a jeżeli tak?

—Jestem baaaaardzo głodny!

—To my idziemy, cześć!
Michael został sam z Marią.

—Zupełnie zapomniałam o kolacji- przestraszyła się Maria.

—Zadzwoń do mamy i powiedz, że poszliśmy do kina- powiedział Michael podchodząc jeszcze bliżej, gasząc światło i zapalając świece ruchem ręki.

—A na jaki film?- Maria objęła Michaela za szyję.

—Może "Piąty element"?- pocałował ją w usta................................


CHYBA THE END,ALE KTO WIE....


Poprzednia część Wersja do czytania