Page 3 of 3

Posted: Fri Mar 25, 2005 7:16 pm
by Renya
Po drugiej części, nie mogłam się doczekać i przeczytałam orginał. Dlatego nie zagladałam do tego tematu :oops: , w końcu znałam opowiadanie. Jak widać, jednak się pokusiłam o przeczytanie Twojego tłumaczenia. Jest bardzo, bardzo dobre.

I mimo, że nie przepadam za historiami, gdzie pierwsze skrzypce gra Maria, to to opowiadanie spodobało mi się. Może nie zajęłoby miejsca w mojej pierwszej dziesiątce (tylko ze względu na pierwszoplanaową rolę Marii), ale ze względu na tą swoją odmienność spojrzenia na historię i wątek podróży w czasie, jest warte poznania.
Poza tym bardzo ciekawie wykreowana jest postać Michaela, zagubionego chłopca-buntownika. Jedynym możliwym wyborem, jaki pozostawiła mu Maria, jest "zabicie" Liz. Dziewczyny, którą zna, która jest wielką miłością jego przyjaciela. Bezgraniczne zaufanie, jakim obdarzył "dorosłą" Marię, podjęcie odpowiedzialności za śmierć Liz, do tego trzeba "mocnego" charakteru.

Dziękuję za przetłumaczenie tej historii. Dzieki Tobie poznałam kolejną piekną opowieść z zupełnie innej półki.
Może zaczniesz pracę nad czymś nowym? :D

Posted: Sat Mar 26, 2005 12:11 am
by Nan
A, to nie, ja byłam lepsza :wink: Najpierw mnie nie interesowało, bo było Candy, jakiś czas temu miałam ochotę przeczytać coś właśnie candy, i zaczęłam czytać oryginał. Skończyłam w połowie, bo zostałam eksmitowana z komputera, a potem zgubiłam gdzieś adres strony... No i dziś dokończyłam tutaj. Refleks szachisty :cheesy:

Anyway, Cicha - dla mnie miodzio! Po pierwsze - dobrze, nawet w opowiadaniach Rebels mało kto posuwał się do zabicia Liz. A ponieważ jak wiadomo moja wyobraźnia również miewa zabójcze zapędy, to i pomysł, by udowodnić w końcu winę M-L w pewien sposób bardzo mnie cieszy. Wzbogacona rozmowa z 285 South jest na medal :wink:

I jak pisała Renya - świetna postać Michaela. Uwierzył bezgranicznie Marii z przyszłości, a potem dzięki temu mógł zaufać Marii obecnej. No i proszę, okazuje się, że Maria również myśli - bo istotnie, momentami w serialu mogło się wydawać, że ten... olejek cyprysowy bierze nad nią górę. Co więcej - Michael również myśli, a nie tylko działa. Szok :P

I tym niezwykle wręcz optymistycznym i ciepłym akcentem gotowa jestem z własnej woli zakończyć dzisiejszą pracę na komputerze :wink: Wielkie dzięki za tłumaczenie, Cicha, bo jest naprawdę świetne. I czekam na kolejne.

Posted: Tue Apr 05, 2005 6:35 pm
by nowa
Czy mi się wydaje, czy ja naprawdę nie skomentowałam ostatniej części? :shock: Jak do tego doszło?!

No więc... po pierwsze, strasznie mnie zaskoczyła ta wzmianka w temacie, że to już koniec. Koniec?! Jak to? Myślałam, że to będzie długie, zawikłana opowiadanie... a tu proszę :shock: Właściwie nie wiem, dlaczego tak myślałam. Może dlatego, że słyszałam gdzieś, żę wszystkie opowiadania DocPaul są długaśne? A może dlatego, że odczuwam jakiś niedosyt... Wydaje mi się, jakby akcja dopiero zaczęła się rozkręcać, a tu BUM, the end :(

No ale jaki to był koniec :D Ostatnia część właściwie całkowicie przeczy temu, co pisałam po poprzedniej. Tu byli tacy... swojscy :lol: Drobne sprzeczki, sarkazm itd... Cali Maria i Michael :D

Podsumowująć, niesamowite opowiadanie. Pomysł, z którym się jeszcze nie spotkałam, świetne wykonanie. Ukłony w stronę Doc.

No i oczywiście w Twoją stronę, Cicha :D Dzięki za wspaniałe tłumaczenie wspaniałego ficka :D

Posted: Tue Apr 26, 2005 6:59 pm
by Hotori
A ja skomentuję dopiero teraz- świetne opowiadanie i tłumaczenie ! Michael i Maria- tacy realni, namacalni. Ich sarkazm, żarciki, uszczypliwości , które kochają cukiereczki :mrgreen: Ale trzeba podkreślić też to, że Doc w sposób mistrzowski pogłębiła osobowości M&M, nadając im morczny, tragiczny wyraz :cry:

Mimo to, od zakończenia powiało optymizmem.

Dzięki Cicha :wink: