Tess

MOJE ŻYCIE (2)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

MOJE ŻYCIE

Część 2.

25.06.2002 rok. – Albuquerque.

Maria skończyła już zajęcia. Szła do domu:

—Maria czekaj! – Isabell.

—Tylko nie to! – Powiedziała do siebie Maria. – Hej Isabell!

—Spoko że już po jesteś. Nie chce mi się samej wracać!

—Wczoraj Elizabeth i Maxwell jacyś bardzo zdechli wrócili, czy oni…. Jak myślisz brali?

—Kochana na bank! Widziałam ją dzisiaj między zajęciami i wyglądała no zmęczona była.

—Cała Liz! A mnie się czepiała!

—Bo Ty to już przeginałaś Maria! Zresztą nikt się poza mną nie skapnął chyba, tyle makijażu na siebie władowała że hej!

—Popieprzyło ją doszczętnie!

—Co Ty cholera tak na nią najeżdżasz dzisiaj??

—Prawdę mówię Is! I odwal się ode mnie!

—Dobra, nie tak ostro Maria. Ale nie będę owijała. Co się tak pokłóciłaś z Michaelem???

—Nie twoja sprawa!!!!!

—Kurwa jak tu z wami wytrzymać! Pojebało i jego i Ciebie!!!

—Idę Issy! Śpieszę się muszę coś załatwić!

—Debile!!! – Isabell powiedziała do siebie.

Wszyscy zauważyli że Maria i Michael się pokłócili. Nie dało się tego nie zauważyć. Nie odzywali się do siebie.

Maria poszła do kliniki:

—Byłam umówiona! – do recepcjonistki.

—Proszę wejść. – wskazała jej drzwi.

—Dzień dobry!

—Dzień dobry. Dlaczego tak Pani nalegała na dzisiejsze spotkanie?

—Musi Pan coś zrobić. Przyjdzie tu na pewno taki chłopak Michael Guerin. Będzie się chciał upewnić czy dokonałam zabiegu. Proszę tylko potwierdzić. – Maria podała lekarzowi kopertę. Jednak pieniądze często są pomocne.

—Nie rozumiem? I proszę natychmiast zabrać tę kopertę! – lekarz.

—Przecież to nie zbrodnia. Płacę Panu za milczenie. Ten chłopak musi być pewien że poddałam się aborcji. Rozumie Pan?!

—To karalne…..

—Jestem chojna. Tylko tyle i nic więcej. Przyjdzie za jakiś tydzień. Niech mu pan powie że zrobiłam to w czwartek.

Maria wiedziała jak załatwić taką sprawę. „Wielkiego problemu nie będzie. Michael nie dowie się że nie poszłam na zabieg. Ale to niesie za sobą wiele innych konsekwencji. Nie dokończę tych studiów. Nie tutaj i nie teraz”.

Wieczorem w chacie:

—Idę spać. Zasypiam na stojąco! – Lizzy.

—Nie dziwię się! Idź spać słońce! – Maria.

—A z Tobą skarbie to wszystko w porządku? Michael zamknął się w pokoju i nie wychodzi. O co Wam poszło??? – Tess.

—Lekka wymiana zdań Tess. Ja też idę spać! – Maria.

—Dobrze że już poszła. Jak dzisiaj z nią kawałek szłam to jaka wściekła była. Nieźle musieli dać sobie w kość! – Isabell. Która właśnie weszła do kuchni.

—Pogodzą się. Mniej my taką nadzieję. – Liz.

—Ich sprawa! – Isabell.

—Hmm….. – Tess.

Maria siedziała w swoim pokoju. Nie mogła zasnąć. Wiedziała że nie będzie zachwycony ciążą, ale to co zrobił było okropne. „Jak on mógł!? Pojebaniec! Zresztą czego ja się po nim spodziewałam!? Że się ucieszy? Ma rację, jestem idiotką. Żeby zapomnieć o tej tabletce wtedy! Maria Ty idiotko! Zawsze coś spieprzysz! Muszę zniknąć, nie ukryję przed nim prawdy zbyt długo!”. Maria zasnęła. Budziła się co jakiś czas. Ciągle śniła jej się ostatnia rozmowa z Michalem. „Muszę coś z tym zrobić! Muszę!”.

Michael też dużo myślał. Wiedział że nie spodziewała się takiej reakcji po nim. Ale miał rację, całe życie przed sobą. I miał pozwolić zniszczyć swoje życie głupią wpadką? Byłby kretynem gdyby zareagował inaczej. „Michael musisz być ostrożniejszy! Dziewczyny to głupie dziwki! Maria nie różni się niczym od innych dziewczyn. Jest wręcz jeszcze głupsza od nich!”.

26.06.2002 rok. – Albuquerque.

Wszyscy siedzieli razem przy śniadaniu, co zdarzało się bardzo rzadko:

—Już jutro koniec! Od października czekałam na ten dzień! – Liz.

—Z tym się wszyscy zgadzamy. – Alex.

—Michael! Maria! Co się z Wami dzieje? – Isabell. – Zachowujecie się jakby Was nie było?!

—Jest dobrze! Wydaje Ci się siostro! – Michael.

—Dajcie mu spokój! Widać że wkurwiony jest! – Kyle.

—Idziecie już? Czas wychodzić! – Maria.

—Ale punktualna jesteś? Od kiedy Valenti? – Max.

—Zamknij się Max! Zawsze trzymam się czasu! – Maria.

—Dosyć! Nie kłócimy się dzisiaj! – Tess.

—Idziemy! – Liz.

Alex wracał właśnie do domu razem z Kylem:

—Alex poczekaj! – Maria.

—Witaj siostrzyczko! Widzę że nastrój się Ci polepszył. – Kyle.

—Czy ja wiem….. – Maria. – Alex jesteś bardzo zajęty???

—Nie a co??? – Alex.

—Muszę z tobą pogadać. W cztery oczy Kyle. – i popatrzyła się na brata.

—Cholera dlaczego zawsze ja! – Kyle.

—Zobaczymy się wieczorem Kyle! – Maria.

—Właśnie! – Alex.

—Choć pojedziemy gdzieś za miasto. – Maria.

—Za miasto? – Alex.

—Muszę z kimś pogadać. Z Tess i Liz nie bo powiedzą sobie nawzajem. Zresztą nie mam ochoty z nimi. Kyle mój brat, zabił by Guerina. Isabell nie bo jest jego siostrą. Maxa też wykluczyłam. Zostałeś Ty Alex!

—Pewnie o Michaela chodzi?

—Pośrednio Alex. Ale chodźmy do samochodu. Nie będziemy tutaj tak stali.

Alex i Maria pojechali za miasto. Żadnej cywilizacji, ludzi. Tylko cisza i spokój.

—To jest dobre miejsce Alex. – Maria.

—Ale nadal nie mam pojęcia o czym moja księżniczka chciałaby ze mną pogadać? – Alex.

—Muszę mieć pewność że nie powiesz o tym reszcie, a już w szczególności Michaelowi. Przysięgnij Alex. Ufam Ci i trudno mi o tym rozmawiać. Ale czuję że jeśli z kimś nie porozmawiam to coś sobie zrobię. Nie mogę już dłużej, nie mam siły! – Maria się rozpłakała.

—Mari co Ci jest? Rozstaliście się?

—Nie! Jestem w ciąży!

—Co? Jak to możliwe? Nie z Michaelem, dlatego jest taki wściekły?

—Alex, jasne że z nim. I tu jest problem….

—Jest wkurzony, przejdzie mu. Każdy facet byłby zaskoczony na jego miejscu nie przejmuj się tym. Dojdzie do siebie i przeprosi po swojemu.

—Powiedziałam mu dwa dni temu. Nie widziałeś jak zareagował. Wkurwił się jak nigdy. Myślałam że mnie zabije wzrokiem. Później było jeszcze gorzej…..

—Co on Ci powiedział??

—Że mam tydzień czasu na zabieg. Jak nie zrobię to mnie zmusi w bardziej brutalny sposób.

—Zabiję go Maria!

—Nie Alex! Powiedziałam Ci bo ja już postanowiłam co zrobię. Nie mów mu że Ci powiedziałam. Błagam Alex zatrzymaj to tylko dla siebie.

—Chyba nie usuniesz….????

—Nie! Ale załatwiłam z lekarzem że mu powie że pozbyłam się tego dziecka. Niech tak myśli, nie ma innej drogi. Muszę wyjechać…. Gdzieś gdzie mnie nie znajdą.

—Jak? Przecież w październiku już nic nie ukryjesz Maria.

—Wiem Alex. Wezmę swoje oszczędności, mam ich sporo i kasę od rodziców na wakacje. To mi całkowicie wystarczy, później zrezygnuję ze studiów na rok.

—Czy Ty wiesz co mówisz Maria? A nie pomyślałaś o Kyleu, Tess i Liz????

—Alex zrozum. Nie ma innego wyjścia. Nie chcę więcej widzieć Guerina na oczy. Nienawidzę go!!! Poradzę sobie, jestem zdolna. Ale jak wyjadę to nie mów im nic, udawaj że nic nie wiesz…

—Zmuszasz mnie do kłamstwa Maria! To nie jest dobre wyjście.

—Słuchaj Alex. Ja już postanowiła. Zniknę z życia Michaela, już na zawsze na jego własne życzenie. Nie potrzebuję jego pomocy! Nigdy nie potrzebowałam! Rodziców też już nie potrzebuję. Zaufałam Tobie Alex i wierzę że mnie nie wydasz. Za pół roku, za rok się odezwę. Teraz nie będę mogła. Jeżeli obiecasz że nie powiesz im to podam Ci mój nowy adres. Ale tylko Tobie Alex!

—Pod jednym warunkiem. Będę z Tobą w stałym kontakcie! Wiem że by mnie zabili, gdyby się o tym dowiedzieli…. , ale jesteś dla mnie jak siostra. I jeszcze coś, będę mógł do Ciebie przyjechać, kiedy tylko zechcę. Ale i tak uważam że nie postępujesz właściwie Maria.

—I zachowuj się normalnie. Nie może się dowiedzieć że Ci powiedziałam!

—Boisz się go!!?

—Nie! Ale on jest idiotą. Niech robi co chce, ja go nie potrzebuję, już nie …..

—Kochasz go? Tylko szczerze Maria.

—Kochałam chyba, nie jestem pewna. Teraz jednak nie wiem co do niego czuję, chyba tylko złość i smutek.

Rozmawiali jeszcze jakiś czas. Maria wiedziała ze może liczyć na Alexa, zawsze! Alex z kolei nie był pewien czy postępuje słusznie, ale obiecał. W razie czego będzie miał z nią kontakt. A to bardzo ważne!

27.06.2002 rok. – Albuquerque.

Wszyscy wstali bardzo wcześnie. W końcu tego dnia kończyli drugi rok studiów. Zaczynały się wakacje i tylko to się liczyło.

—Lizzy pożycz mi ten tusz! Błagam! – Isabell.

—Co Ty byś beze mnie zrobiła…. Is! – Liz.

—Kochane czas nagli, nie wypada się spóźnić na zakończenie roku!! – Tess.

—Popieram moją wspaniałą dziewczynę! – Kyle.

—Jak miło na Was popatrzeć…. – Max. – Tak samo jak na mnie i Liz!

—Gdzie Maria? – Alex.

—Jestem. Idziemy! – Maria.

—Alex jakiś taki dziwny jesteś! – Isabell.

—Wydaje Ci się Issy. – Maria.

—Pospieszcie się!!! – Michael.

Na zakończeniu roku było jak zwykle. Paplanina dyrektorki, potem jej zastępcy i całej reszty grona pedagogicznego. Później wyczytywano kto odniósł największe sukcesy w tym roku. Jak zawsze wyczytani zostali Max, Liz, Maria, Alex, Isabell, Tess, Kyle i Michael.

Po zakończeniu:

—To teraz do domciu i wieczorekiem idziemy to uczcić! – Isabell.

—Jak zawsze. Oki więc ja idę teraz z Kylem. Idziemy na lody! – Tess.

—Z domu wychodzimy o osiemnastej. – Alex.

—Więc nie łaźcie cały dzień po mieście. Przyjdźcie tak by zdążyć się przygotować, jasne Tess, Kyle??? – Max. Max popatrzył się na nich.

—Dobra! Przecież rozumiemy! – Kyle.

—W zeszłym roku braciszku niezbyt to do Was dotarło! – Maria.

—Ja idę także z Isabell! – Alex.

—My z Maxem też już zaplanowaliśmy sobie coś! To do szóstej! – Liz.

—Pa. Miłej zabawy! – Maria.

—Cześć! – Michael.

Maria poszła do swojego samochodu i pojechała do domu. Była zmęczona. Zresztą trzeba się przygotować na wieczór. Wykąpie się, może coś poogląda.
Tak też zrobiła. Siedziała u siebie w pokoju i słuchała Linkin Park. Nagle ktoś podszedł do niej od tyłu. Przestraszyła się bo miała słuchawki na uszach:

—Cholera! – Maria krzyknęła. Była pewna że to Kyle lub Liz tak ją wystraszyli. Lubili robić jej takie kawały. – Michael?! Czego chcesz!?!

—Załatwiłaś już to? – Jakoś głupio się czuł, ale musiał się jej w końcu zapytać. Teraz była idealna okazja ku temu, bo oprócz nich nikogo nie było w domu.

—Jeszcze nie. Pojutrze idę. Coś jeszcze?!

—Nie. I przestań się zachowywać jak obruszona księżniczka! Bo wydaje mi się że robisz to specjalnie, chcesz żeby się wszyscy dowiedzieli?

—O czym ty pierdolisz Guerin? Ja księżniczka? Przestań się mnie czepiać. Dowiedziałeś się tego co chciałeś i teraz się wynoś z mojego pokoju!

—To przestań taka chodzić nieszczęśliwa! Zwracasz niepotrzebnie na siebie uwagę!

—Wyjeb z mojego pokoju i to już! Nic nie powiem a teraz się odczep!!

—Już ci całkiem jebnęło!!!

—Wzajemnie!!!!!

—Pieprzony palant! Kiedy on mi w końcu da spokój?!? Niech spierdala z mojego życia raz na zawsze! – Maria była wściekła. Znowu przez niego płakała. Ale on nie jest tego wart. Nie powinna się nim przejmować.

Po szesnastej przyszli Alex i Isabell.

—No to się spieszymy! Mamy niecałe dwie godziny Whitman! – Isabell.

—Wiem. Ale pozostałych dwóch par to też jeszcze nie ma. – Alex. – Ciekawe czy są Michael i Maria?!

—Może się pogodzą w końcu. Nigdy nie widziałam żeby się tak pożarli, pasowali do siebie…. – Issy.

—Nie sądzę że się pogodzą. Maria jest wściekła na niego. Nieźle musiał ją wkurzyć! – Alex.

—Poczekamy a zobaczymy! – Isabell. – Liz dobrze że jesteście! Trzeba się pośpieszyć!

—Zapomnieliśmy o poczuciu czasu! – Liz.

—Jak prawie zawsze… – Max.

—A gdzie Tess i Kyle? – Liz.

—Już idą. Jak zwykle na końcu! – Max.

—Ale było warto! – Tess.

—No właśnie! – Kyle.

—Jesteście to super! – Maria.

O szóstej wszyscy wyszli. Poszli do dyskoteki. Podobnie jak rok temu, byli w tym samym miejscu. Bawili się świetnie. Wszyscy, no prawie. Maria nie czuła się najlepiej, awantura z Michaelem zrobiła swoje. Czuła się fatalnie. Ale humor jej się poprawiał gdy była z Tess, Liz i Isabell. Bardzo dobrze też się czuła z Alexem, najlepiej. Tylko on wiedział prawdę i to jej pomagało. Wiedziała że nie miała prawa go o to prosić, bo zmusza go do kłamstwa, ale nie widziała innego dobrego rozwiązania. Pozostali nigdy nie muszą się o tym dowiedzieć, że on wiedział. Bo przecież zniknie na góra rok, później się do nich odezwie i coś wymyśli. Nie ma pojęcia co, ale będzie czas aby się nad tym zastanowić. Teraz musi się uspokoić, bo jeszcze pozostali coś zauważą. Wrócili nad ranem do domu. Wszyscy wykończeni, padli od razu. Spali cały dzień. Nawet nie zdążyli się umyć. Maria wstała o szesnastej. Okazało się że Alex był szybszy. Właśnie wychodził z łazienki.

—Hej Alex. Widzę że już po prysznicu. – Maria.

—Ale nada mnie głowa boli i jeszcze chce mi się spać. Zresztą wstałem tylko po to żeby wziąć prysznic. – Alex.

—Ja też. Zaraz pójdę znowu spać.

—Jak się czujesz? Przepraszam że zostawiłem Ciebie po szkole, ale już znacznie wcześnie zaplanowaliśmy to z Isabell i wiesz….

—Mieliśmy zachowywać się normalnie. Nic się nie stało Alex. Dobra idę się wykąpać!

Po kąpieli Maria od razu poczuła się lepiej. Nie ma to jak cieplutki prysznic. Gdy weszła do swojego pokoju:

—Co Ty tu robisz?

—Musimy porozmawiać Maria. Co masz zamiar zrobić?

—Alex….. wiesz przecież.

—Ale powiedz mi dokładnie co teraz zrobisz.

—Jutro jadę do Roswell do rodziców. Później pojadę do Los Angeles. Tam zamieszkam.

—Jak masz zamiar to zrobić? Powiesz im że już jedziesz do Roswell? Zaczną coś podejrzewać, wypytywać….

—Powiem że kumpela mnie zaprosiła. Ma problem i chciała abym do niej jak najszybciej przyjechała. Pojadę więc na trzy dni, tylko że tak naprawdę pojadę do domu, do rodziców. Będę tam jeden dzień i pojadę do Los Angeles. Zmienię telefon. Zadzwonię do Ciebie Alex i wszystko Ci powiem.

—Masz już mieszkanie?

—Nie. Zatrzymam się na dwa, trzy dni w hotelu dopóki czegoś nie znajdę. Nie obawiaj się Alex zadzwonię i wszystko Ci opowiem. Gdybym chciała Ciebie wykołować to, po co bym Ci to wszystko mówiła? Widzisz, wiesz dobrze że nie powiedziałabym Ci.

—Ale i tak czuję się z tym okropnie. Jak Ty sama sobie tam poradzisz?

—Poradzę. Bez obaw. Jak coś się będzie działo to zadzwonię.

28.06.2002 rok. – Albuquerque.

Maria chodziła po pokoju i pakowała swoje rzeczy. Ale tylko te najpotrzebniejsze, nie weźmie przecież wszystkiego, bo by się zorientowali. Poszła zjeść śniadanie. Wszyscy już wstali. Tylko że chodzili tacy zakręceni totalnie.

—Cześć Maria. – Isabell.

—Hej. – Maria.

—Czyżbyś gdzieś się wybierała? – Isabell.

—Tak Issy. Jadę do kumpeli. Dzwoniła wczoraj wieczorem. Prosiła żebym do niej natychmiast przyjechała. Nie wiem o co jej chodzi, ale chyba coś się stało. – Maria.

—Dzisiaj? – Michael.

—Tak dzisiaj. Powinnam jutro wrócić, na pewno jutro Tess. Jeden dzień przeżyjecie beze mnie, mam racje? – Maria.

—Chyb tak…. – Tess.

—Bez problemu! – Isabell.

—Dobra jem śniadanko i jadę. Powiedziałam że będę popołudniu a jest już dziesiąta! – Maria.

—A dokąd jedziesz Maria? – Isabell.

—Właśnie i do kogo? – Tess.

—Czy to przesłuchanie? Wrócę jutro kochane i wszystko Wam opowiem. – Maria.

Po śniadaniu poszła jeszcze po torbę do siebie do pokoju:

—Co robisz w moim pokoju Guerin? – Maria.

—Powiedziałaś że jutro idziesz na zabieg, a teraz się dowiaduję że jedziesz do kumpeli!? Nie pojedziesz! – Michael.

—Zamknij się. Wszyscy są w domu kretynie! Jutro przyjadę! A teraz idź sobie.

—Nie! Masz zostać do jutra. Jak załatwisz całą sprawę to możesz wtedy sobie jechać gdzie zechcesz. A tymczasem nie ruszysz się stąd. Zrozumiałaś?

—Dobrze. Jak tak bardzo ci na tym zależy, zgoda. Pojadę do niej jutro, jak będzie po wszystkim. Zadowolony jesteś Michael teraz?

—Po zabiegu chyba nie będziesz mogła jechać? Tak coś kiedyś mi się obiło o uszy.

—Ale to już nie twój sprawa. Reszta nie ma nic wspólnego z tobą. A teraz żegnam!

Michael wyszedł. Maria została sama w pokoju. „Niech mu będzie. Jeden dzień mnie nie zbawi. Jak ja mogłam z nim być przez te półtora roku? Nieźle musiałam być jebnięta!”

Liz, Tess i Isabell w kuchni:

—Jak się strasznie czuję i wyglądam! – Liz.

—Nie narzekaj! Nie jesteś jedyna! – Isabell.

—Valenti nie jedziesz? – Tess.

—Nie jutro dopiero. Postanowiłam że sobie z Wami spędzę ten dzionek. Nie jestem na zawołanie każdej panny, no nie?! – Maria.

—Trzymaj tak dalej, a będą z Ciebie ludzie Maria! – Isabell.

—To spadamy na miasto! – Liz.

—Świetnie!! – Isabell, Maria i Tess.

Maria, Isabell, Tess i Liz na mieście:

—Pyszne są te lody! – Tess.

—Same kalorie Tess! – Isabell.

—Pyszne równa się zawsze dużo kalorii! – Maria.

—Maria przytyłaś ostatnio! – Liz.

—Jakbym nie wiedziała Lizzy! – Maria. – Dlatego zaczynam od jutra ścisłą dietę plus siłownia, basen, tenis i tym podobne.

—Och Maria! Jak Ty lubisz tak się męczyć! – Isabell.

—I kto to mówi Isabell. – Maria.

—Ja to tylko basen i czasami siłownia. – Isabell. – Maria powiedz szczerze o co Wam poszło z Michaelem. Ty jesteś ciągle nieobecna, zamyślona, a on też nie lepiej.

—O nic Issy. Nie chcę o tym mówić. Może powiem, ale jeszcze nie teraz. – Maria.

—Ale pogodzicie się Mari? – Liz.

—Nie! Nie pogodzimy. Rozstaliśmy się definitywnie. Nie możemy na siebie liczyć, zresztą zawsze tak było. My nigdy nie byliśmy taką prawdziwą parą jak na przykład Ty Isabell z Alexem. Zresztą same wiecie, po co mówić.

—Ciężka z Wami sprawa. Ale to Wasze życie. Tylko skoro tak jest lepiej, to dlaczego oboje tacy zbici chodzicie? – Liz.

—Liz ma rację Maria. Dziwne to jest. Wasz związek zawsze był dziwny. – Tess.

—Skończmy ten temat. Lepiej pogadajmy o planach na wakacje. – Maria.

Dziewczyny rozmawiały, wygłupiały, śmiały się. Były bardzo szczęśliwe, pomijając Marię. Ale i ona śmiała się razem z nimi, oderwała się od swoich problemów. Wiedziała że to ostatni ich wypad w najbliższym czasie. Może i ostatni w życiu, bo nie wiadomo co będzie z ich przyjaźnią po studiach. Każde miało inne plany. Zresztą czy one będą chciały się z nią przyjaźnić po tym co zrobi? Może tak, albo nie. Ale możliwe że Isabell nie będzie. To siostra Michaela, więc najprawdopodobniej będzie po jego stronie. I jak się uda to ukryć przed nim? Teraz ucieknie i on się nie domyśli, ale kiedyś będzie musiała skontaktować się z bratem i przyjaciółmi. Przecież oni będą jeszcze wtedy studiować, będą mieli stały kontakt z Michaelem. Więc jak będzie możliwe ukrycie przed nim prawdy? Może nie ma takiej możliwości. A Michael nie będzie mógł się dowiedzieć że ma dziecko, w końcu kazał jej usunąć. Więc po co komplikować życie choćby jemu? To bez sensu. Maria nie wiedziała jak to załatwi, ale Michael nigdy nie dowie się że ma dziecko, że nie usunęła tej ciąży. Jakoś to załatwi. Musi, nie ma innej drogi. Ale teraz musi wyjechać i to się teraz liczy.

Chłopaki też spędzali czas, ale w męskim gronie. Siedzieli w domu i oglądali film:

—Guerin co Ty taki inny chodzisz? – Max.

—Odczep się Maxwell. Jest wszystko w porządku. – Michael.

—Jednak Max ma rację! – Kyle. – O co Ci poszło z moją siostrą?

—Dajmy mu spokój. Ich sprawa, nie nasza. – Alex.

—Posłuchajcie Alexa. Nie gadajcie, tylko oglądajcie! – Michael.

Dziewczyny wróciły do domu po dwudziestej. Były zmęczone chodzeniem po mieście. Najpierw się wykąpały, a później każda poszła do swojego pokoju spać. Teraz miały wolne i mogły się wylegiwać w łóżku do której tylko chciały. Maria była też bardzo zmęczona, ale to też jej ostatnia noc w tym domu. Jutro wyjedzie i już nie wróci. Bardzo ją to bolało, że musi wyjechać. Miała tyle planów na przyszłość, ale teraz to zeszło na drugi plan. Teraz liczy się jej dziecko. Nie dziecko Michael, tylko jej. On go nie chciał, więc jest tylko jej. Maria gdy się wykąpała poszło do siebie spać.

W nocy w pokoju Marii:

—Maria. Maria. Obudź się Maria.

—Alex co się stało? Dlaczego mnie budzisz?

—Wcześniej nie mogłem rozmawiać. Teraz wszyscy już śpią. Maria dlaczego nie wyjechałaś dzisiaj?

—Alex i po to mnie budzisz? Bo Michael zaczął się czepiać że jutro miałam iść na zabieg. Więc zostałam. Chyba miał wątpliwości że wrócę na drugi dzień.

—Łajdak…. Kiedyś zapłaci za to!

—Cicho Alex. Uspokój się. Jest dobrze, jutro po południu wyjadę. Zadzwonię za parę dni. – Alex objął ją i przytulił.

—Jesteś dla mnie siostrą Maria. Wiesz o tym . Kocham Ciebie jak siostrę. Jak by coś się działo to dzwoń nie zastanawiając się ….. rozumiesz Maria?

—Jasne Alex. Wiem że Ty mi zawsze pomożesz. Teraz idź spać. Dobranoc.

—Dobranoc. – Alex przytulił ją jeszcze raz i poszedł do siebie spać.

29.06.2002 rok. – Albuquerque.

Maria wstała o dziesiątej. Ubrała się, zjadła śniadanie.

—Jedziesz?

—Tak Michael. – Maria.

— Jedziesz dzisiaj do tej swojej koleżanki?

—Tak. Zresztą tobie nic to tego. Śpieszy mi się.

—Gdzie Ci się śpieszy? – Kyle.

—Jadę do tej koleżanki Kyle. Będę za dwa, trzy dni. Pa. – Maria.

—Miłej drogi! – Liz.

—Nie zmarnuj tych dni! – Tess.

—Pa Maria. – Alex.

—Cześć Wam! Za dwa czy trzy dni się zobaczymy, a tu takie pożegnanie jakbym na rok wyjeżdżała. – Maria.

Maria pojechała do kliniki. Tak na wszelki wypadek. Zobaczyła się jeszcze z lekarzem i wszystko ustaliła. Posiedziała w klinice cztery godziny, dla pozoru tak na wszelki wypadek i pojechała. Pojechała do domu, do Roswell.

29.06.2002 rok. – Albuquerque.

Gdy dojechała do domu:

—Maria co ty tutaj robisz? – Amy.

—Przyjechałam na jeden dzień mamo. A Ty w domu o tej porze. Zwykle to służba otwiera drzwi, a nie Ty. – Maria.

—Dzisiaj mamy wolne z ojcem. Wyjeżdżamy jutro do Nowego Jorku na tydzień. – Amy.

—Witaj tato! – Maria.

—Pięknie się spisałaś w tym roku. Oceny są zadowalające. Tak samo jak u Kylea. A nie ma go z Tobą? – Jim.

—Nie tato. Przyjedzie za parę dni. Jadę odwiedzić koleżankę więc postanowiłam wpaść na jeden dzień do domu. Chciałabym żebyście też dali mi pieniądze na wakacje i na nowy rok. Chcę wszystko załatwić od razu. – Maria.

—Dobrze Maria. A teraz my z mamą idziemy do ogrodu. Idź do siebie. Dawno nie było Ciebie w domu. – Jim.

—Jim ma rację Maria. – Amy.

Maria poszła do swojego pokoju. Chociaż teraz to nie był jej pokój, to nie był już jej dom i nigdy nim nie będzie. Maria przeszła się po domu. Chciała znowu zobaczyć pomieszczenia jej dzieciństwa. Tyle razem z Kylem przeżyli w tym domu. Ich dzieciństwo nie było złe, ale nie można powiedzieć też że było wspaniałe. Rodzice zbyt wiele od nich wymagali, przez to czuli się więźniami własnego życia, zresztą do tej pory tak jest. Ale ona już się od tego uwolni. Już jutro będzie wolna, nie będzie rodziców. Już nie będą dla niej tacy ważni, teraz sama się usamodzielni. Ona nigdy nie będzie taka dla swojego dziecka. Nie chce żeby ono miało takie dzieciństwo jak ona i jej brat. Jeszcze niecały dzień i zniknie. Rodzice pewnie się tym nie przejmą, tylko będą intensywnie myśleli jakby ukryć to przed znajomymi. Zawsze tak było. Amy i Jim uwielbiali się chwalić na wszystkie strony jakie to ich dzieci są zdolne. Że mają świetne wyniki w nauce, oprócz tego prywatne lekcje gry na gitarze, język francuski. Maria i Kyle uczyli się także polskiego, dlatego że chcieli. Dla rodziców zawsze się liczyły tylko wyniki w nauce, pierwsze miejsca w konkursach. Nigdy nie mieli czasu dla Marii i Kylea, zbyt zajęci byli sobą i karierą. Maria z Kylem bardzo cierpieli z tego powodu. Dlatego bardzo lubili rodziców Liz i Alexa. Oni byli im bardziej bliscy niż ich prawdziwi rodzice.

Na drugi dzień:

—Mamo, tato już jadę! – Maria.

—Dobrze odwiedź nas jeszcze w te wakacje. Może nas zastaniesz. – Jim.

—To do zobaczenia Maria. – Amy.

—Pa! – Maria.

Maria wyjechała z Roswell do Los Angeles. Trochę żałowała że nie poodwiedzała starych miejsc w Roswell. Ale jeszcze przyjdzie na to kiedyś czas. Teraz zaczyna się dla niej nowy rozdział w jej życiu. Nowy, na początku trudniejszy, ale była pomimo wszystko dobrej myśli. Teraz musi myśleć także o swoim dziecku. Miała tylko nadzieję że przyjaciele ją nie znienawidzą przez to. Bardzo jej na nich zależało. Bo gdyby Tess, Kyle, Liz i Alex się od niej odwrócili to by znaczyło że przyjaźń, miłość – że to nie istnieje. Nie ma takich uczuć, emocji.

Ciąg dalszy nastąpi.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część