hotaru

Broken Souls (2)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Nigdy nie lubiłem, kiedy padał deszcz. Niebo bywa wówczas czarne. Chmury wiszą ciężko nad światem, zabierając ostatnie promienie słońca... topiąc je w zimnych strugach. Woda pływa ulicami, zabierając po drodze wszystko... czyszcząc świat, czyszcząc ulice... ale nikt tego nie zauważa, bo ludzie są bezpiecznie zamknięci w domach. Stukot deszczu o szarobury miejski beton to jedyny dźwięk, jaki słychać. Światła latarni nie są mocne, nie są w stanie rozświetlić skromnej przestrzeni wokół siebie.

Korytarze bazy pogrążone były w niezwykłej ciszy. Cienie wyzierały z każdego kąta. Wydawało się, jakby wkroczyła w inny świat. To już nie była ta sama instytucja, przez którą ciągle przewijały się tysiące żołnierzy i personelu obsługi. Jakby życie uszło z tych murów. Budynki wyglądały na opuszczone, jak okiem sięgnąć ani żywej duszy. Nawet wartownicy pochowali się w swoich budkach.
Przejechała spokojnie przez wszystkie punkty kontrolne. Dopiero podjeżdżając pod główny gmach dostrzegła więcej ludzi niż zazwyczaj w sobotnio-niedzielną noc.
Weszła od strony parkingu. Powiesiła zwykłą plakietkę identyfikacyjną na sznurku w swojej szafce. Wyjęła zapasowe dokumenty. Przyczepiła przepustkę.
Cisza pogrążonych w nocnym półmroku pomieszczeń rozbrzmiewała w jej uszach. Bezgłośnie pokonywała kolejne setki metrów. Kamery termowizyjne rejestrowały każdy jej ruch, nie musiała oznajmiać swojej obecności.
W "centrum dowodzenia", jakby napisali w każdej opowieści scence-fiction, znajdowało się zaledwie sześć osób. Była to zadziwiająco mała liczba, biorąc pod uwagę, że na służbie zwykle bywało co najmniej dwadzieścia osób i pomieszczenie przy takim składzie i tak wydawało się puste.
Usiadła przy terminalu numer 4. tu jak zwykle niepodzielnie królował porucznik komandor Alex Whitman.

— Nigdy nie spisz? – przywitała się z kolegą klepnięciem w ramie. Zamknął natychmiast plik, nad którym pracował.

— Hej, szybka jesteś!

— A czego się podziewałeś? – zdziwiła się. Nie musiała widzieć tego, co ukrył przed jej spojrzeniem. Spojrzała na pozostałe monitory i dane, które prezentowały. – Dlaczego powiedziałeś, że już przywieźli?
Skrzywił się, jakby połknął cytrynę.

— Nie wiedziałem, że bywasz tak bezpośrednia. Uchodzisz raczej... za wzór taktu i dyplomacji wśród aroganckich pilotów myśliwców.

— Doprawdy? – nieznaczne uniesienie kącików ust wyraźnie sugerowało, że sądzi nieco inaczej – Więc?

— Chciałem mieć okazję porozmawiać z tobą bez uważnych spojrzeń pozostałych.

— Ok. Pobawmy się więc w próbne loty nawigatorów.

— Skąd wiesz? – uśmiechnął się z odrobiną irytacji. To było zbędne pytanie. Ona zawsze wszystko wiedziała.

— Że ostatnio przeprowadzaliście wśród niektórych pilotów pewnego rodzaju rekrutację polegającą wyłącznie na komputerowych symulacjach przy tym terminalu?
Usiadła przy sąsiednim stanowisku, założyła słuchawki, okulary i czujniki po wewnętrznej stronie dłoni. Powoli rozprostowała palce i zajęła się wprowadzaniem komend z klawiatury. Nie uznawała gotowych programów. Były zbyt schematyczne.

— Znajomy przesłał mi ciekawą listę nazwisk opatrzonych ogólnym rysopisem.

— Tak? – spytała bez entuzjazmu. Był drugim przyjacielem, jakiego miała w życiu, ale czasami jego zapał w tropieniu teorii spiskowych był porażający. Najgorsze było, że sama czasem podsyłała mu niezwykle ciekawe materiały. Nigdy nie trafiała pudła i Alex zaczął robić się zbytnio ciekawy, jak i skąd jego ulubiona koleżanka zdobyła takie źródła.
Po chwili wywołał u siebie szukany plik.

— Ładnie, ładnie, bawisz się w e-maile?
Obsługa programów pocztowych w tym pokoju była surowo zabroniona.

— To nie jest zwykła poczta. To wewnętrzny system sprowadzony do kontrolowania osobistej korespondencji z Waszyngtonem i Domino 2. Dziwny program, zaledwie kilka prostych linijek kodów... same standardowe, stare rozwiązania... – objaśniał.

— Których dzisiejsze serwery pocztowe już nie obsługują. Wiem, widziałam. Co ten twój znajomy podesłał? Jak długo zamierzasz owijać w bawełnę?
Uśmiechnął się.

— Spokojnie, cierpliwości, BS! Wszystko w swoim czasie!
Uniosła brwi do góry.

— Więc wiesz o moim starym przezwisku. Jak ci się to udało?

— Zabawiliśmy się w zgadywankę na temat twojego źródła. Podesłałem mu niektóre smaczki, był naprawdę zachwycony rzetelnością i trafnością twoich materiałów. Przy zeszłorocznej sprawie znalezienia tego wielokrotnego mordercy osób, które twierdziły, że zostały porwane przez UFO, dostarczyłaś nam komplet zdjęć jego ofiar. Co ciekawe, wszystkie w pozycji śpiącej, wykonane mniej więcej w czasie porwania. Zaciekawiło go to i zaczął szperać jeszcze intensywniej. Nie mógł rozpoznać tożsamości trzech ofiar. W końcu w bardzo starych archiwach znalazł jedno jedyne zdjęcie jedynej kobiety w tej trójce. Claudia Guerin, porwana w 1947 roku. Matka słynnego generała Hanka Guerina.
Wyjął z teczki odbitkę zdjęcia.

— Nic by z tego nie wynikło, gdyby nie kolejny naprawdę dziwny zbieg okoliczności. Stary znajomy rozpoznał model samochodu na zdjęciu, robionego wówczas na zamówienie w jakiejś brytyjskiej firmie. Kosztowne zamówienie, skomentował, a potem dodał, że to pogrzeb jednego z członków siódmej sekcji. I że wbrew pogłoskom, ktoś przeżył katastrofę w Nowym Meksyku. Dziewczynka, nad którą sekcja siódma prowadziła badania. I tak dotarłem do ciebie. Elisabeth Guerin, po mężu Elisabeth Parker. Lat dwadzieścia trzy. Główny obiekt zainteresowania siódmej sekcji, po katastrofie w 2014 przeszła do Domino 2. Odznaczona Krzyżem Zasługi w 2022, powtórnie zgłoszona w 2025, ale odznaczenie nie zostało przyjęte. Od 2025 przeniesiona w stan spoczynku w randze podpułkownika Domina 2.
Wyłączyła program sterujący lotem i powoli odsunęła się od klawiatury.
Alex odwrócił się do niej.

— Co trzeba zrobić, by odejść na emeryturę z Domina w wieku 18 lat w randze pułkownika, a następnie zostać zdegradowanym do porucznika komandora i latać na myśliwcach?
Spojrzała na niego znad okularów.

— To są tajne akta, Whitman.

— Przeboleję. – wzruszył ramionami – Mój informator twierdzi, że ostatnio jest pewien ruch wokół pułkowników Domina 2. Robią selekcję.

— W Domino 2? – zapytała ironicznie. W tej samodzielnej organizacja wojskowej nie trzeba było przeprowadzać selekcji ani czystek wśród dowództwa. Prześwietlali nawet sprzątaczki, nie wspominając o innych pracownikach. Niezwykle ciężko było dostać się do Domino 2. Było zawsze najlepiej dofinansowane, wyposażone i co tu dużo mówić, było najskuteczniejszą jednostką wojskową od czasów likwidacji siódmej sekcji. Było elitą, marzeniem każdego żołnierza. Zazwyczaj było to niedoścignione marzenie, bowiem Domino 2 rekrutowało nadzwyczaj rzadko.

— Przecież nie o zwolnieniach tu mowa. Podobno szykują się spore zmiany, bo część dowództwa chce odejść na zasłużone emerytury. Najwyraźniej pozazdrościli ci swobodnego życia. – uśmiechnął się rozbawiony własnym humorem.

— W moim odejściu nie było nic godnego zazdrości, Alex.

— Więc jednak cię zdegradowali.

— Nie, sama odeszłam. Pozwolono wybrać mi miejsce docelowe emerytury i stopień, byleby nie były to jednostki cywilne i na terenie Stanów. – poklepała go po ramieniu – Twój informator-przyjaciel chyba się nie za bardzo popisał.

— No wiesz! – obraził się w imieniu kolegi – Myślisz, że tak łatwo znaleźć informacje o byłych pułkownikach Domino 2?

— Szukaj dalej. – uśmiechnęła się na zachętę.

— O co zakład?

— Hm, o butelkę zielonego tabasco.

— Znowu to świństwo? – jęknął, ale przyjął do wiadomości. Tabasco było cenne, bo rzadkie. Szczególnie najostrzejsze, z nowej odmiany zielonych małych papryczek. Nie pamiętał nazwy, ale kiedyś Parker dała mu do spróbowania spaghetti z naprawdę odrobinką tej odmiany. Brrrr, miał zdrętwiały język przez dwa dni. – Ok., ale jeśli ja wygram... przewieziesz mnie na swoim motorze.
Nie zastanawiała się długo.

— Ok. Zakład, że nie znajdziesz informacji, za co dostałam Krzyż Zasługi.

— Niech będzie. Zakład stoi.




Poprzednia część Wersja do czytania Następna część