Anita19

SILMARILLION (9)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Cz.- 9
Silva i Kilan razem skoczyli do szybu. Wiedzieli, co ich czeka. Znów to potworne upomnienie. Ale teraz przynajmniej wiedzieli, od kogo pochodzą...
Kiedy weszli do domu w salonie stał Centurio? Jego mina nie wskazywałaby był zbytnio zadowolony. On był wściekły...

— gdzie do ciężkiej cholery byliście! I co tam się działo! – Krzyknął wskazując sufit

— ja i Silva... hmmm my... Chroniliśmy poziomy przed czyszcicielami...

— wiecie, że nie wolno wam wychodzić? Mogliście zginąć!

— my mamy coś, co nas chroni przed śmiercią...

— nic nie jest w stanie ochronić nas przed tymi stworami!

— ja... Ja mogę was chronić... I... Kilan i reszta... My nie jesteśmy ludźmi... – Powolutku wyjaśniała Silva, bo uważała, że powinna

— więc niby, kim?.. – Centurio powoli przestawał to wszystko rozumieć. Znał ich od dziecka. Przyjaźnił z ich rodzicami. Więc dlaczego wygadują tak niestworzone rzeczy! Może to wyniki utraty rodziców dawno temu?

— my wszyscy jesteśmy potomkami kosmitów... Dokładniej mówiąc Zana, Vilandry, Ratcha, Avy, Liz, Marii i kilku innych osób....

— cha, cha bardzo śmieszne! Przecież oni nie istnieją... Prawda – mężczyzna spojrzał na swoich podopiecznych, mieli poważne miny... – To nie możliwe!

— wież mi możliwe! – Odparł Kane i wyciągną dłoń strącając wazon z półki oddalonej o metr. Neraja obrzuciła go spojrzeniem, które mogłoby zabić gdyby tylko chciała.

— nie mogłeś wybrać czegoś innego! – Warknęła i podeszła do wazonu.
Centurio stał jak rażony gromem. Chwile potem mógł na własne oczy zobaczyć jak dziewczyna unosząc rękę nad wazonem po prostu "skleiła" go. Aż otwarł usta.

—, ale jak?.. Jak?
Opowiedzieli mu historię właśnie Królewskiej Czwórki. Próbowali również wyjaśnić, dlaczego stworzono Silvę. Bo niestety ona nie usłyszała wszystkiego o sobie.
Centurio porozumiał się z Najwyższą Radą.

— przyprowadź ich do nas – Prosiła wstrząśnięta Cirith, to, co mówili okazało się jednak prawdą.
Cirith zastanawiała się. W przeszłości będąc małą dziewczynką słyszała o takich osobach. Ktoś jej o tym opowiadał. To była bajka. A może legenda? Gdzieś miała to wszystko spisane. W najniższym i pierwszym poziomie zbudowanym dwieście lat temu są stare księgi i dokumenty. Być może tam czegoś się dowiedzą.

— chodźcie zejdziemy na poziom pierwszy – powiedziała.
Wszyscy wokoło spojrzeli po sobie. Na tym poziomie nie był nikt od stu lat...
ANTAR
Reno wiedziony jakimś impulsem skierował się do starej komnaty, w której przechowywano wszystkie dokumenty od stuleci. Wszedł. Zakrztusił wszędobylskim kurzem. I powoli z mozołem zaczął przeszukiwać półki i czytać niektóre zwoje. Nic tu nie było. Tylko liczby i stare legendy. Wtedy natrafił na oprawioną księgę. Ze znakiem Antaru. Otwarł ją. To, co przeczytał przyprawiło go o apopleksję. Silmarillion od pięciuset lat znajdował się na – Ziemi! Zazgrzytał zębami przeklinając starą Elentari. Tak. Poleci na Tauor i wypomni jej wszystkie grzechy, które popełniła ona wobec niego...
Jak zaplanował tak zrobił. Zbliżając się do planety myślał o niej z nienawiścią. I również Elentari była przeszkodą. I musi się usunąć...
Patrzał jak pracuje. Niosła kamienie. Przewracała się i wstawała. I od nowa...

— i co jak ci się podoba nowe królestwo! – Krzykną
Spojrzała na niego. Była cieniem samej siebie. Pracowała ciężko. Wierzyła, że Silva ich uratuje! I wciąż nic! Czy to możliwe, że to nie prawda?

— i co...

— nie poddam się! – Powiedziała kobieta

— już nie potrzebuje twej jakże marnej pomocy... Wiem gdzie jest silmarillion! On jest na Ziemi prawda!
Elentari spojrzała na niego z przerażeniem. Nie wiedziała, co robić, co powiedzieć. Była zmęczona, smutna a za razem wściekła na wszystko. Wysiłkiem woli wyciągnęła rękę chcąc zabić tego głupca. Nie zdążyła. Reno był szybszy i strzelił w jej stronę. Jego moc była tak silna, że Elentari nie przeżyła...

— głupia! Polecę na Ziemię i zdobędę, silmarillion dla mego pana! – Uśmiechną się do siebie.
Wrócił na Antar i rozkazał wszystko przygotować na przybycie swego ukochanego pana.
Wieczorem, kiedy antarczycy kończyli prace w domach i ogrodach na różowym niebie pojawił się ogromny statek, był dziwnego i trudnego do opisania kształtu. Gdy zbliżał się wszystko wokół zaczęło drżeć. Antarczycy rozbiegli się we wszystkie strony chcąc się schronić przed tym dziwem.
Ku ich przerażeniu żołnierze uzurpatora zaczęli naganiać ludność na plac powitalny. Udali się tam niechętnie i w wielkim przerażeniu nie wiedząc, co ich czeka. Stali i drżeli ze strachu.
Ogromna machina zatrzymała się tuż nad pałacem. Wdać było maleńkie światełka i tysiące śmiercionośnych maszyn. W chwilę później wytworzył się snop światła tuż obok Reno. On również się bał. Nigdy nie lubił przebywać w towarzystwie swego pana. On się go bał!
Światło znikło. Na tarasie stała wysoka czarno odziana postać. Nie było widać jej twarzy tylko czerwone złowieszczo jarzące się oczy.

— poddani oto przybył wasz nowy król! Oto Ungol I! – Krzyknął Reno w stronę ludzi.
Lud przymuszony pokłonił się swemu nowemu panu. Niektórzy w myślach przeklinali Silvarienę, bo ni uratowała ich. Przestali wierzyć w przepowiednie...
Wyrocznia wiedząc, co się dzieje opuściła twarz na Antarze. Nie chciała być pod panowaniem tej stwory. Wiedziała, jaka jest jego przyszłość i to wystarczyło w zupełności. I w miejscu sławetnej wyroczni pozostała pusta komnata.

—, Więc gdzie jest mój silmarillion? – Spytał, Ungol głosem, od, którego Reno przeszły ciarki po plecach

— znajduje się on na Ziemi... – Władca spojrzał na Reno z zainteresowaniem

— Bardzo dobrze, bardzo dobrze, więc kiedy polecisz po mój silmarilion?

— w najbliższym czasie panie – mężczyzna skłonił się nie mogąc dużej patrzeć w oczy swego władcy....
ZIEMIA
Silva nagle zaczęła odczuwać dziwny niepokój. Rozejrzała się po swym pokoju. Było już ciemno. I spała, gdy to uczucie obudziło ją. Nie potrafiła powiedzieć, o co chodzi.
I dziś od prawie trzech lat pomyślała o Antarze. Jak samopoczucie ukochanych rodziców? I czy mają więcej dzieci po za nią. Rozmyślała. Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła.
Śniła o Kilanie. Właściwie o ich pocałunku. Doszła do wniosku, iż kocha tego chłopaka.
Usłyszała jakiś hałas. Zaniepokoiło ją to. Wyszła na korytarz i omal nie zderzyła się z Kilanem. Nakazał jej by była cicho. Przeszli powolutku do salonu nie wydając żadnego dźwięku do salonu. Coś majaczyło przy wejściu. Przygotowali się do strzału na wypadek gdyby to był intruz. Kilan policzył do trzech i zapalił światło.
Nie spodziewał się takiego widoku. Jeszcze powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem. Silva nie wytrzymała. Na siatce mającej za zadanie łapać na lep złodziei wisiał Zander i Neraja. Wszystko było by spoko gdyby nie to, że wisieli do góry nogami. Zander miał na sobie śmieszną piżamkę w misie. Była różowa. I wymachiwał rękami próbując się uwolnić. Również Neraja nie miała w sobie w tej chwili ani krzty godności. Żółte skąpe wdzianko i włosy pamiętające jeszcze kolor zielony.

— Opuśćcie nas natychmiast! – Wrzasnęła wściekła

— chwila, muszę to uwiecznić – odezwał się Kane

— nie zrobisz mi tego!

— oj żebyś wiedziała, że tak! – Powiedział i pstrykną zdjęcie, polaroidem. Neraja o mało nie wybuchła.
Dołączyła reszta i razem patrzyli na winnych. Po chwili wszyscy roześmiali się.
I zaczęli rozchodzić się do pokoi. Oczywiście zostawiając zakochanych w takiej samej sytuacji jak od samego początku.

— hej! Nie zostawicie mnie z nim! – Krzyknęła Neraja mając nadzieję, że ją odczepią – ludzie!

— cicho – Zander wściekł się i objął dziewczynę na tyle na ile to było możliwe i pocałował gorąco...
CDN.
Podobało się?



Poprzednia część Wersja do czytania Następna część