_liz

Sypiając z wrogiem (2)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Liz sama nie wiedziała, jak długo unika Max, ale wiedziała, że będzie musiała w końcu odważyć się na spotkanie z nim, a raczej z Kivarem.

Liz wysunęła język i palcami zdjęła ździebełko trawy, które nieustannie plątało się jej w ustach. Spędziła tę noc na trawie przy grobie Alexa. Miała nadzieję, że rozwiązania same przyjdą, że znajdzie odpowiedź na to, co ja trapi, ale nic nie przyszło, prócz kataru. Może liczyła na to, że Alex wstanie z grobu? Poczuła, ze ten dzień stanowi bardzo ostry zakręt w jej życiu i co tu dużo kryć, była gotowa na to, a nawet czekała.

Liz przekręciła się na plecy i spojrzała w niebo, a wspierała się o grób przyjaciela. "Jesteś tam, Alex?" zapytała cichutko, wlepiając się w błękit. Spoglądała tak, oczekując najwyraźniej, że chmury utworzą kształt twarzy Alexa, ale jej umysł zaczął odpływać, do miejsca, gdzie kompletnie nic nie widziała – tylko czuła. Ciało jej ścierpło, aż miała wrażenie, że zaczyna tonąć i pogrążać się w nieznanej głębi, ból I samotność zmieniły jej serce w kawał ciężkiego żelaza, które było ściskane, aż w końcu rozpadło się na mikroskopijne fragmenty. Wiedziała, że była w stanie znieść wszystko, ale do pewnego momentu, do chwili, gdy ej dusza rozpadła się w drobny mak.. 'Co mam innego do stracenia?' Liz pomyślała i znów żadna odpowiedź nie nadchodziła.

"Liz? Co ty tu robisz?" Isabel zapytała chłodno, wyrywając Liz z jej rozmyślań

"Myślę" Liz odpowiedziała takim głosem, jakiego Isabel nigdy nie słyszała

Isabel zmierzyła Liz uważnym wzrokiem "Uh…wszyscy się o ciebie martwią, nie było cię przez dwa dni."

"Wiem. Teraz już jestem gotowa." Podniosła się, otrzepała dłonie z ziemi i ruszyła przed siebie ku wyjściu z cmentarza

Isabel podbiegła do nie. "Byłaś tu przez oba dni?"

"Ta" Liz mruknęła bez cienia wyrzutu. "Max was o wszystkim poinformował?" a kiedy Isabel przytaknęła, dodała, "Więc podrzuć mnie tam."

* * *

Liz stała pośrodku pustyni. Rozejrzała się dokoła, najpierw w lewo, a potem w prawo. Wszyscy mieli się ukrywać, czekając aż Kivar się ujawni.

Wolałaby, żeby sobie poszli i dali jej w spokoju zająć się tym czym powinna. Ale nie mogła uwierzyć, że niesamowicie szybko przystanęli na jej propozycje, bez żadnych oporów. Nawet nie podejrzewali, jakie to wzbudzi w niej wahania. 'Czy na pewno warto?'

Liz dostrzegła jakąś postać zmierzającą w jej stronę i nie zabrało jej dużo czasu zorientowanie się, kto to. 'Nicholas?!'

"No, no, no… czyż to nie mała ukochana dziewczyna Króla Zana?" zapytał sarkastycznie Nicholas

"Nie – Jestem – Jego – Dziewczyną" Liz odpowiedziała gwałtownie i z naciskiem.

Wzrok Nicholasa błądził po całej pustyni, jakby poszukiwał czegoś, kogoś. "Czemu chcesz się skontaktować z Kivarem?"

Liz drgnęła "Chcę się do niego przyłączyć"

Nicholas zaśmiał się głośno, bezczelnie i histerycznie jednocześnie.

Liz wykrzyknęła "Chcę." Siła i prawda w jej głosie, zaskoczyły ją samą 'Może naprawdę chce się do nich przyłączyć?'

Nicholas przestał się śmiać. 'Ciekawie'
"Skąd pomysł, że Kivar pozwoli ci przystać do naszej…um…małej trupy?"

"Bo byłam ich przyjaciółką. Wiem jak myślą. Mogę być przydatna." Ale Liz wiedziała, że w ten sposób nigdzie nie zabrnie, był tylko jeden sposób-prawda "Są tutaj, obserwują nas. Chcieli, żebym wkradła się do was, szpiegowała i pomogła Tess" Liz przyznała

"Chodż" Nicholas szorstko prychnął i chwycił ją mocno za ramię

Kiedy tylko wsiała do samochodu, ktoś psiknął jej w twarz jakimś pikantnym sprayem. Nie minęło kilka sekund, kiedy czarna otchłań pochłonęła Liz.

Liz ziewnęła, chciała ponownie zasnąć, ale szybko przypomniała sobie co się stało. Otworzyła oczy, ale błyskawicznie je zamkneła-pokój był zdecydowanie za jasny. Powoli rozchyliła powieki, szukając wzrokiem Nicholasa. Kiedy go zobaczyła, zapytała z gniewem "Gdzie jesteśmy?"

"Na spotkaniu z Kivarem" odpowiedział zwięźle

Liz zakręciło się w głowie, ale znalazła siły aby wstać, najwyraźniej karuzela w jej głowie była efektem tego sprayu. "Gdzie…?" zaczęła, ale zamilkła, kiedy zobaczyła młodego mężczyznę wchodzącego do pokoju. Poczuła się zahipnotyzowana nim. Jakby Bóg przybrał postać mężczyzny. Miała wręcz chwilową ochotę znaleźć się w jego silnych ramionach przy idealnie zbudowanym ciele. Miał ciemne włosy i szare oczy, tak przenikliwe, jakby znały I czuły jej własny ból. Ale musiała przyznać, że najbardziej przyciągała ją jego aura. "Hej" Liz wyszeptała, zapominając, że zwraca się do wroga.

Delikatnie uniósł jej dłoń do swoich ust i pocałował gładką skórę. "Jesteś piękna. Widzę, że mówił prawdę"

"Kto?" Liz zapytała, jej umysł odzyskiwał trzeźwość

Zignorował jej pytanie. "Nie mówił, że jesteś smutna." Przyciągnął do siebie Liz " Bardzo cierpisz"

Zabolało. I mimo, że usilnie starała się to ukryć, ból odbił się iskrami w jej oczach, bardziej niż kiedykolwiek. 'To jakiś czarodziej z mocą Draculi' Liz pomyślała sobie

"Kivar," usłyszała czyjś głos dobiegający do niej i wreszcie się ocknęła

"Ty jesteś Kivar?" Liz zapytała chłodno odsuwając się od niego. Jej żołądek ściskał się w ósemki.

"Ta, moja droga," Kivar odpowiedział, a w jego głosie wciąż tlił się ten dziwny urok "Jest tu ktoś, z kim, jak sądzę, chętnie się zobaczysz, Elizabeth"

Liz spojrzała na niego z zapytaniem, a kiedy wskazał palcem w przestrzeń za jej plecami, usłyszała jak drzwi się otwierają, obróciła się, a wszystko zaczęło się rozgrywać jak w zwolnionym filmie, klatka po klatce. Jej obrót zdawał się trwać bardzo długo i kiedy myślała, że już nigdy się całkowicie nie odwróci stanęła na wprost drzwi. Nabrała głęboko powietrza, jęknęła i cofnęła się z przerażeniem, jakby zobaczyła ducha. "Alex?"

Cofała się z wahaniem, ale jednak chcąc jak najszybciej uciec, aż wpadła na Kivara. Pragnęła uciec. Nie było możliwe, aby stał przed nią jej Alex, oddychając i uśmiechając się do niej.
c.d.n.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część