gosiek

Inna Liz (36)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

***

Słońce zachodziło, a oni ganiali się po jeszcze ciepłym piasku. Śmiali się, byli szczęśliwi. (w tle melodia piosenki Suptuastic "Dla ciebie" tą samą którą Alex i Maria śpiewali) W końcu dziewczyna poddała się, nie miała już sił. Padła na piasek i rozłożyła się. Po chwili obok niej znalazł się również Alex.
Popatrzył na nią, ale ona napięcie patrzyła w niebo, jej mina posmutniała. Zaciekawiło go to bardzo i zapytał:

— Kochanie, co się stało?? – podniósł się do pozycji pół leżącej

— Nic, po prostu boję się – odpowiedziała spoglądając na niego

— Czego, przecież nie ma czego, pokonamy Liberus i będzie O.K. – pocieszał ją

— A jeżeli ja naprawdę zdradziłam, zabiłam ciebie, mojego brata, Liz...wszystkich...i to była moja decyzja – w jej oczach pojawiły się łzy – ja nic nie pamiętam...nie wiem...nic już nie wiem – po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy

— Nie...Is...uspokój się, nie ty zawiniłaś, po prostu byłaś zbyt słaba, popatrz – Alex położył dłonie na jej skroniach, ona zamknęła delikatnie oczy

~*BŁYSK*~

Ona stoi w wielkiej sali, ciemnej, nikogo oprócz niej tu nie ma. Nagle z cienia wyłania się postać mężczyzny. Podchodzi do niej powoli i zaczyna mówić:

— Vilandro, jak miło cię widzieć, co cię tu sprowadza??

— Khivar, proszę cię, zostaw mnie w spokoju, chcę już żyć normalnie, daj mi spokój proszę – krzyczała przez łzy i szła do tyłu widząc że mężczyzna się do niej zbliża

— Powiedziałaś, że jeżeli oszczędzę twoją miłość, Alexa, oddasz mi się, na zawsze...- ostatnie słowa jakby obijały się o wszystkie ściany

— Powiedziałam, że będę z tobą, a nie, że będę robić wszystko czego chcesz...to ty mnie oszukałeś...!- w jej głosie słychać było gniew

— Nie, miałaś być moja i będziesz... – złapał ją za ramię i zamknął oczy

— Nie, zostaw nie, już nigdy nie będę ci służyć – krzyczała dziewczyna bronią cię

— Zabijesz wszystkich w dniu ślubu, swojego ślubu, zabijesz swojego brata, ukochanego, przyjaciół...wszystkich – dziewczyna opadł bezwładnie na podłogę

~*BŁYSK*~

Is, nie raczej Vilandra, stoi w tej samej ciemnej komnacie. W ręku trzyma zakrwawiony nuż, jej oczy wpatrują się w jeden punkt. Na podłodze leży chłopak, Alex, jego białe ubranie jest całe we krwi, leżał nieruchomo, nie żył.
Po policzku dziewczyny kapały łzy, bez końca, a jej twarz była jak kamień, żadnego grymasu, smutku, uśmiechu. Nagle odzywa się:

— Bez ciebie nie będę żyć, nie będę nałożnicą Khivara – wyciągnęła nuż przed siebie, ostrze skierowane było w jej stronę, pchnęła nożem i wbiła sobie w brzuch.
Padła bez władnie obok chłopaka, jedyną rzeczą którą zdążyła zrobić było złapanie go ostatkiem sił za rękę. Zamknęła oczy i umarła.

~*BŁYSK*~

Isabel otwiera oczy. Przed sobą widzi Alexa, patrzy na nią ze smutkiem.
Odłożył ręce. Ona cały czas patrzyła na niego, łzy miała w oczach, kilka nawet wyleciało na policzki

— Alex, proszę nie odchodź, nie chce znowu cię stracić proszę zostań ze mną na zawsze – przytuliła się do niego mocno i zaczęła szlochać

— No bój się, nigdy cię nie zostawię...obiecuje – odpowiedział chłopak przytulając ją mocno

***

Wszyscy zmęczeni podróżą, zasnęli w swoich łóżkach. Noc była ciepła więc wszyscy mięli otwarte okna. Białe, jedwabne firanki podnosiły się do góry z powody lekkiego wiatru. Księżyc oświetlał ich śpiące uśmiechnięte twarze. Wszystkie gwiazdy były widoczne, nie dało się ich zliczyć, tysiące, miliony, biliony. A która jest im najbliższa, nie wiedzieli i nie zbyt ich to interesowało. Byli teraz szczęśliwi, już niedługo wrócą do domu. Ale przerażało ich to, zostawią dom – Ziemie, tu przecież się wychowali. Zostawią Nicholasa i Sarę. Będzie to trudne, przywiązali się do siebie, gdyby Sara chciała wylecieć z nimi, wszystko by wyglądało inaczej, ale wiedzą, że zostaje dla matki, a Nicholas nie zostawi jej, jest mu zbyt bliska.
Ale teraz niech śpią, niech cieszą się chwilą, w której mogą być razem, wszyscy...

***
(fragment wykorzystany z teledysku Big Brovas "Baby Boy")
Isabel budzi z pięknego, kolejnego snu o Alexie, niesamowite dudnienie. Spogląda jednym okiem na zegarek, dziewiąta. Otarła oczy, założyła szlafrok i wyszła z pokoju wkurzona. "Co za debil, tak głośno włączył muzykę" – pomyślała z złością. Weszła do salonu, zauważyła, że muzyka nie tylko ją obudziła, z pokoju wyleciała również Maria, Liz, Tess i Sara.
W pokoju w fotelach siedzi Alex i Michael. Mają słuchawki na uszach ruszający się w takt muzyki. Przed niemi leżał jakis sprzęt a oni przyciskali różne guziczki.

— Michael, Michael....!!!!!!!!!!! – krzyczała Maria – Wyłącz to !!!!!! – darła się, zatykała uszy

— Alex!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – dołączyła do niej Isabel, a potem również reszta dziewczyn
Jednak, żadnej krzyki nie dały skutku. Liz miała dosyć. Zamknęła oczy i zacisnęła pięści. Nagle słychać było wielki huk. Wszędzie dym. Nie słychać było już muzyki, jedynie coś jakby spięcie elektroniczne.
Po opadnięciu dymu widać było że wszyscy leżeli na ziemi, jedynie Liz stała spięta z zaciśniętymi pięściami i zamkniętymi oczami.
Do pomieszczenia wpadł Max i Nicholas. Rozglądali się po mieszkaniu.

— Co się stało?? – spytał trochę przerażony Evans

— Powiedzmy, że Liz rozpierdoliła cały mój nowy sprzęt – odpowiedział Alex wstając i otrzepując się

— To po chuj włączaliście to gówno...!! – wkurzyła się Maria

— Chcieliśmy wypróbować – odpowiedział spokojnie Michael

— A co z Liz?? – spytał znowu Max, podchodząc do stojącej cały czas dziewczyny

— Max...- wyszeptała i nogi się pod nią ugięły jednak Max był już dość blisko aby ją złapać
Położył ją na kanapie. Dotknął jej brzuch, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku z dziećmi. Odetchnął z ulgą wiedząc, że nic im nie jest. Isabel podbiegła do umywalki i zamoczyła jakąś ściereczkę. Siadła obok leżącej dziewczyny i zaczęła ocierać jej czoło. Nagle odezwała się Maria:

— Is nie martw się, nic jej nie będzie, ona zawsze tak ma gdy użyje tyle mocy...zaraz się obudzi

— Ja pamiętam, jak ona rzucała wszystkim o ścianę, zmiatała wszystko w zasięgu wzroku, gdy wkurzył ją Rath...uuu... to było niesamowite... a potem też mdlała, za chwilkę się obudzi – dodał Alex

— Zan!!!!! – wykrzyknęła naraz Liz zrywając się do pozycji siedzącej

— Jestem... już dobrze... – podbiegł do niej Max i przytulił ją – co się stało...?? – wypytywał

— Ona zawsze jak się budzi krzycz "Zan", nie wiem czemu – odpowiedziała Maria – nie przejmuj się

— A potem nie pamięta nic, trzeba jej wszystko przypominać, no przynajmniej co się stało – dodał Alex

— Max, co się stało?? – spytała Parker

— Powiedzmy, że rozpierdoliłaś nasz sprzęt...- odparł Michael
Liz zaśmiała się, a potem spytała tylko czy idą dziś na plażę, wszyscy się zgodzili. Przebrali się. I zeszli na dół na śniadanie. Siedli do stołu, przy którym siedział już Kyle i gadał z jakąś ładną kelnerką. Gdy tylko zobaczył grupę przyjaciół, a przy tym dziwną minę Tess, natychmiast powiedział:

— Tak, i do wszystkich dań Tabasco, proszę pamiętać...- wstał i przywitał się z Harding lekkim całusem w policzek – Cześć siostrzyczko – uśmiechnął się porozumiewawczo

— Co dziś na śniadanie, jestem strasznie głodna...- zmieniła temat Sara rozejrzała się w poszukiwaniu wczorajszego kelnera, gdy tylko go zobaczyła pomachała ręką, aby przyszedł

— Tak słucham, czego państwo sobie życzą?? – spytał mężczyzna

— Śniadanie! – powiedzieli naraz

— Dobrze, dziś na śniadanko omlet z syropem, może być?? – spytał ponownie z uśmiechem, a widząc gest zgody grupy, odszedł
Czekali chwili, aż przyniesiono im jedzenie.
Gdy zjedli poszli przyszykować się na plaże, założyć kostiumy, wziąć ręczniki i olejki do opalania.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część