gosiek

Inna Liz (33)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

***

Minęło dwa tygodnie, wszyscy są bardzo szczęśliwi. Max i Liz pokazali komorę inkubacyjną innym, potem też znaleźli z jednym z kokonów granilith. Wiedzieli więc jak wrócić, ale zostało im trochę czasu, chcieli pozostać jeszcze trochę na planecie na której się wychowali po ponownych narodzinach.
Liz przetłumaczyła każdemu z kolei wątki księgi przeznaczenia związane z nimi samymi. Isabel dowiedziała się, że tak naprawdę to przez Khivara zdradziła rodzinę. On kochał ją chorą miłością i zawładnął jej umysłem w dniu ślubu. Ona wiedząc w duszy, że zrobiła źle zabijając męża, czyli Alexa, tym samym nożem pchnęła się w brzuch i umarła trzymając męża z rękę do końca. Tess zaś potwierdziła, że brat jej kierował jej umysłem.
Przetłumaczyła także, że granilith ma ogromną moc, to dzięki niemu władcy i potomkowie pięciu planet mają różne moce, Max uzdrawiania, Is wchodzenia w sny, Maria bardzo gwałtowne reagowanie na rzeczy które nie idą po jej myśli, Alex, jako generał wojsk razem z Michaelem mieli podobne moce dowodzenia i niszczenia – zabijania wrogów. Tess, tak jak jej brat mogła naginać umysł, a Liz przepowiadania przyszłości i wręcz niszczenie umysłów, tak jak jej się podoba.
Nicholas postanowił pozostać na Ziemi razem z Sarą, chce być normalnym człowiekiem. Sara myślała czy polecieć z nimi, ale nie mogła zostawić matkę samą.
Postanowili, że wylecą za następne dwa tygodnie.

Dzieci w brzuchu Liz rozmijało się normalnie, ale bardzo szybko, więc tylko raz była u lekarza, aby tylko je zobaczyć, gdyż w przeciwieństwie do Maxa nie mogła zobaczyć ich przy dotyku ręką. Lekarz powiedział, żeby zrobili sobie wakacje, gdzieś w ciepłym miejscu, zrobi to dobrze mamie i dzieciom.
Dziewczyna nie chciała znać płci dzieci, chciała mieć niespodziankę. Tak tez tylko Max dowiedział się o tym, bo sam nie mógł wytrzymać.
Po wyjściu od lekarza natychmiast postanowili pojechać do Crashdown, aby powiedzieć przyjaciołom że wyjeżdżają wszyscy na małe wakacje.
Liz miała już trudności z chodzeniem, wyglądała jakby wyła w szóstym miesiącu. Ludzie w mieście dziwili się trochę, że tak szybko jej brzuch urósł, ale obydwoje tłumaczyli się ze to z powodu bliźniąt, a oni to łapali bez wielkiego problemu.
Weszli do kawiarni z uśmiechniętymi twarzami, zauważyli, ze ich znajomi kłócą się przy jednym ze stolików. Znowu grają w eurobiznes. Podeszli do niech i Max jako pierwszy powiedział złośliwie:

— Kto wygrywa, znowu Michael i Maria??

— Tak! – powiedziały naraz trzy pozostałe drużyny z żalem

— Jak tam u lekarza?? – spytała Is z uśmiechem

— No, nic złego się nie dzieje, nie mają czułek, ani nie, nie mają nosa, wszystko na swoim miejscu...- zaśmiała się Liz

— Ale tak na serio...to, to są ich zdjęcia – Max podał dwa małe zdjęcia na które od razu rzuciły się Is, Maria, Tess i Sara.
Oglądały je przez dziesięć minut potem dopiero pokazały chłopakom.

— A tak na marginesie...to jedziemy na wakacje we dwoje... czworo – dodał Max a wszyscy popatrzyli na niego niezrozumiale

— No lekarz powiedział, że powinnam odpocząć gdzieś gdzie jest teraz ciepło, bo u nas robi się zima...- odparła Liz

— Mój kochany bracie...mam ci coś do powiedzenia...jeżeli masz zamiar mnie pozbawić patrzenia na rozwój moich bratanków... to obiecuje, że nie wybaczę ci tego...- powiedziała konsekwentnie Isabel – Ja i Alex jedziemy z wami...rozumiesz??

— My też – dodała Maria wstając – powiedziałam...My też....Misiek...- pchnęła go łokciem

— Co...a tak my też...a co?? – spytał trochę rozkojarzony Guerin, a reszta zaczęła się śmiać

— My też...- Tess i Kyle także powstali

— I my...- powiedział Nicholas

— Dobra, Dobra... wyluzujcie...możemy jechać wszyscy – Max próbował uspokoić ich
Długo jeszcze zastanawiali się gdzie pojadą...po około godzinnej sprzeczce między nimi wybrali Miami.
Tego samego dnia, Max załatwił bilety i tygodniowy pobyt w jednym z najlepszych hoteli, zaraz przy plaży. Najlepszy pokój. Dziewczyny aż piszczały słysząc nazwę najbardziej znanego miejsca w którym przebywając największe gwiazdy.
Od razu zabrali się do pakowania. Był już wieczór, a samolot mają jutro o dziewiątej. Nie zajęło im to zbyt długo, już o dziesiątej wieczorem byli gotowi.
Nawet mama Sary pozwoliła jej się urwać ze szkoły i pojechać z nimi, zaufała Nicholasowi, a poza ty będzie też Is i Max więc nie ma się czego bać.
Umówili się, że przyjadą po nią rano o ósmej i pojadą na lotnisko razem.
Tej samej nocy, gdy wszyscy już spali, Is postanowiła, że dzisiejszą noc poświęci na odwiedzanie snów. Wzięła zdjęcie całej paczki, które zrobili sobie ostatnio, zaczęła od Sary. Położyła się obok Alexa, który już dawno spał i przyłożyła palec do twarzy dziewczyny

~*BŁYSK*~
Isabel stała nad jakimś jeziorem, w oddali ujrzała dziewczynę. Miała łzy w oczach i patrzyła w niebo. Podeszła bliżej, aby słyszeć o czym mówi

— Dlaczego poleciałeś z nimi, przecież obiecywałeś, że zostaniesz...- mówiła do siebie Sara – Dlaczego??

— On przecież zostanie, nie bój się – Is nie wytrzymała, musiała ją pocieszyć.
Dziewczyna odwróciła się, ale nikogo za nią już nie było

~*BŁYSK*~

Isabel spokojnie obudziła się. Przyszedł czas na jej brata.

~*BŁYSK*~
Widzi Maxa siedzącego na łóżku i czytającego jakąś książkę dzieciom. Na początku były spokojne, ale po chwili zaczęły drzeć się wniebogłosy. Chłopak próbował ich uspokoić, ale nic ich nie uciszało. Darły się i darły. Nawet Is poczuła to w swoich uszach

— Debilu, zmień im pieluchę!! – krzyknęła, Max odwrócił się, ale jej już nie było

~*BŁYSK*~

Dziewczyna budzi się trochę mniej spokojnie. Jej brat będzie musiał się podszkolić w wychowywaniu dzieci. Kolej na Alexa, to będzie jej ostatnia ofiara:

~*BŁYSK*~

Widzi siebie w pięknej granatowej sukni. Stoi na balkonie nad morzem. Patrzy na wodę obijającą się o skały. Nagle z cienia wyłania się postać Alexa, podchodzi do niej i łapię w pasie. Dziewczyna przestraszyła się, ale widząc kto to zaraz się uspokoiła.

— Kocham cię Isabel Evans, Vilandro... – powiedział chłopak i pocałował ją namiętnie

— Ja ciebie też...- odpowiedziała po chwili.
Alex odsunął się krok do tyłu, wyjął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął

— Is, czy kochasz mnie na tyle, aby zostać ze mną do końca życia...Czy będziesz dzielić je ze mną w szczęściu i w biedzie...Czy zostaniesz moją żoną?? – spytał otwierając pudełeczko w którym znalazł się złoty brylantowy pierścionek

— Tak...kocham cię na tyle... a nawet i na więcej...- odpowiedziała uśmiechając się.
Chłopak wstał założył jej pierścionek na palec i obdarował delikatnym pocałunkiem...

~*BŁYSK*~

Isabel zrywa się wręcz ze snu. On był taki piękny, taki prawdziwy. Czy to są jego wspomnienia, dlaczego ona tego nie pamięta, a może to nie wspomnienia tylko marzenia?? Łza spłynęła jej po policzku, gdy spojrzała na swojego chłopaka. "Na dziś już koniec wędrowania" powiedziała w myśli.
Położyła się delikatnie obok Alexa, przytulając się do niego. Zamknęła oczy, ale o czymś zapomniała, otworzyła z powrotem i pocałowała delikatnie. Zasnęła
***

Minęło dwa tygodnie, wszyscy są bardzo szczęśliwi. Max i Liz pokazali komorę inkubacyjną innym, potem też znaleźli z jednym z kokonów granilith. Wiedzieli więc jak wrócić, ale zostało im trochę czasu, chcieli pozostać jeszcze trochę na planecie na której się wychowali po ponownych narodzinach.
Liz przetłumaczyła każdemu z kolei wątki księgi przeznaczenia związane z nimi samymi. Isabel dowiedziała się, że tak naprawdę to przez Khivara zdradziła rodzinę. On kochał ją chorą miłością i zawładnął jej umysłem w dniu ślubu. Ona wiedząc w duszy, że zrobiła źle zabijając męża, czyli Alexa, tym samym nożem pchnęła się w brzuch i umarła trzymając męża z rękę do końca. Tess zaś potwierdziła, że brat jej kierował jej umysłem.
Przetłumaczyła także, że granilith ma ogromną moc, to dzięki niemu władcy i potomkowie pięciu planet mają różne moce, Max uzdrawiania, Is wchodzenia w sny, Maria bardzo gwałtowne reagowanie na rzeczy które nie idą po jej myśli, Alex, jako generał wojsk razem z Michaelem mieli podobne moce dowodzenia i niszczenia – zabijania wrogów. Tess, tak jak jej brat mogła naginać umysł, a Liz przepowiadania przyszłości i wręcz niszczenie umysłów, tak jak jej się podoba.
Nicholas postanowił pozostać na Ziemi razem z Sarą, chce być normalnym człowiekiem. Sara myślała czy polecieć z nimi, ale nie mogła zostawić matkę samą.
Postanowili, że wylecą za następne dwa tygodnie.

Dzieci w brzuchu Liz rozmijało się normalnie, ale bardzo szybko, więc tylko raz była u lekarza, aby tylko je zobaczyć, gdyż w przeciwieństwie do Maxa nie mogła zobaczyć ich przy dotyku ręką. Lekarz powiedział, żeby zrobili sobie wakacje, gdzieś w ciepłym miejscu, zrobi to dobrze mamie i dzieciom.
Dziewczyna nie chciała znać płci dzieci, chciała mieć niespodziankę. Tak tez tylko Max dowiedział się o tym, bo sam nie mógł wytrzymać.
Po wyjściu od lekarza natychmiast postanowili pojechać do Crashdown, aby powiedzieć przyjaciołom że wyjeżdżają wszyscy na małe wakacje.
Liz miała już trudności z chodzeniem, wyglądała jakby wyła w szóstym miesiącu. Ludzie w mieście dziwili się trochę, że tak szybko jej brzuch urósł, ale obydwoje tłumaczyli się ze to z powodu bliźniąt, a oni to łapali bez wielkiego problemu.
Weszli do kawiarni z uśmiechniętymi twarzami, zauważyli, ze ich znajomi kłócą się przy jednym ze stolików. Znowu grają w eurobiznes. Podeszli do niech i Max jako pierwszy powiedział złośliwie:

— Kto wygrywa, znowu Michael i Maria??

— Tak! – powiedziały naraz trzy pozostałe drużyny z żalem

— Jak tam u lekarza?? – spytała Is z uśmiechem

— No, nic złego się nie dzieje, nie mają czułek, ani nie, nie mają nosa, wszystko na swoim miejscu...- zaśmiała się Liz

— Ale tak na serio...to, to są ich zdjęcia – Max podał dwa małe zdjęcia na które od razu rzuciły się Is, Maria, Tess i Sara.
Oglądały je przez dziesięć minut potem dopiero pokazały chłopakom.

— A tak na marginesie...to jedziemy na wakacje we dwoje... czworo – dodał Max a wszyscy popatrzyli na niego niezrozumiale

— No lekarz powiedział, że powinnam odpocząć gdzieś gdzie jest teraz ciepło, bo u nas robi się zima...- odparła Liz

— Mój kochany bracie...mam ci coś do powiedzenia...jeżeli masz zamiar mnie pozbawić patrzenia na rozwój moich bratanków... to obiecuje, że nie wybaczę ci tego...- powiedziała konsekwentnie Isabel – Ja i Alex jedziemy z wami...rozumiesz??

— My też – dodała Maria wstając – powiedziałam...My też....Misiek...- pchnęła go łokciem

— Co...a tak my też...a co?? – spytał trochę rozkojarzony Guerin, a reszta zaczęła się śmiać

— My też...- Tess i Kyle także powstali

— I my...- powiedział Nicholas

— Dobra, Dobra... wyluzujcie...możemy jechać wszyscy – Max próbował uspokoić ich
Długo jeszcze zastanawiali się gdzie pojadą...po około godzinnej sprzeczce między nimi wybrali Miami.
Tego samego dnia, Max załatwił bilety i tygodniowy pobyt w jednym z najlepszych hoteli, zaraz przy plaży. Najlepszy pokój. Dziewczyny aż piszczały słysząc nazwę najbardziej znanego miejsca w którym przebywając największe gwiazdy.
Od razu zabrali się do pakowania. Był już wieczór, a samolot mają jutro o dziewiątej. Nie zajęło im to zbyt długo, już o dziesiątej wieczorem byli gotowi.
Nawet mama Sary pozwoliła jej się urwać ze szkoły i pojechać z nimi, zaufała Nicholasowi, a poza ty będzie też Is i Max więc nie ma się czego bać.
Umówili się, że przyjadą po nią rano o ósmej i pojadą na lotnisko razem.
Tej samej nocy, gdy wszyscy już spali, Is postanowiła, że dzisiejszą noc poświęci na odwiedzanie snów. Wzięła zdjęcie całej paczki, które zrobili sobie ostatnio, zaczęła od Sary. Położyła się obok Alexa, który już dawno spał i przyłożyła palec do twarzy dziewczyny

~*BŁYSK*~
Isabel stała nad jakimś jeziorem, w oddali ujrzała dziewczynę. Miała łzy w oczach i patrzyła w niebo. Podeszła bliżej, aby słyszeć o czym mówi

— Dlaczego poleciałeś z nimi, przecież obiecywałeś, że zostaniesz...- mówiła do siebie Sara – Dlaczego??

— On przecież zostanie, nie bój się – Is nie wytrzymała, musiała ją pocieszyć.
Dziewczyna odwróciła się, ale nikogo za nią już nie było

~*BŁYSK*~

Isabel spokojnie obudziła się. Przyszedł czas na jej brata.

~*BŁYSK*~
Widzi Maxa siedzącego na łóżku i czytającego jakąś książkę dzieciom. Na początku były spokojne, ale po chwili zaczęły drzeć się wniebogłosy. Chłopak próbował ich uspokoić, ale nic ich nie uciszało. Darły się i darły. Nawet Is poczuła to w swoich uszach

— Debilu, zmień im pieluchę!! – krzyknęła, Max odwrócił się, ale jej już nie było

~*BŁYSK*~

Dziewczyna budzi się trochę mniej spokojnie. Jej brat będzie musiał się podszkolić w wychowywaniu dzieci. Kolej na Alexa, to będzie jej ostatnia ofiara:

~*BŁYSK*~

Widzi siebie w pięknej granatowej sukni. Stoi na balkonie nad morzem. Patrzy na wodę obijającą się o skały. Nagle z cienia wyłania się postać Alexa, podchodzi do niej i łapię w pasie. Dziewczyna przestraszyła się, ale widząc kto to zaraz się uspokoiła.

— Kocham cię Isabel Evans, Vilandro... – powiedział chłopak i pocałował ją namiętnie

— Ja ciebie też...- odpowiedziała po chwili.
Alex odsunął się krok do tyłu, wyjął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął

— Is, czy kochasz mnie na tyle, aby zostać ze mną do końca życia...Czy będziesz dzielić je ze mną w szczęściu i w biedzie...Czy zostaniesz moją żoną?? – spytał otwierając pudełeczko w którym znalazł się złoty brylantowy pierścionek

— Tak...kocham cię na tyle... a nawet i na więcej...- odpowiedziała uśmiechając się.
Chłopak wstał założył jej pierścionek na palec i obdarował delikatnym pocałunkiem...

~*BŁYSK*~


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część