gosiek

Inna Liz (16)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

***

Przejechali duży biały napis "Roswell". Choć jeszcze nie było widać żadnych budynków byli już w tym mieście. Ale nie długo czekali na nie. Po chwili ku ich oczom ukazały się barwne nieduże budynki.
Swoimi pięknymi samochodami wjechali na główną ulice. Miasto nie było już uśpione, na ulicach chodziło mnóstwo ludzi oglądających się za nimi z ciekawością.
Stanęli. Zaraz przed jakimś lokalem. Nad jego wejściem widniał duży czerwono-niebieski napis CRASHDAWN CAFFE. Przez okna widać było że jest tam dużo ludzi.

— Jesteśmy na miejscu!! – powiedział Max wysiadając z pierwszego auta

— Szybko, szybko!! Zaraz z głodu umrę – wykrzyknęła wyskakując z drugiego Maria

— Nareszcie!!- powiedziała reszta na raz
Max podszedł do Liz łapiąc pod bok. Tak samo zrobiła także reszta par. I skierowali się w stronę wejścia. Nicholas czuł się już o wiele lepiej więc nie miał problemów z chodzeniem, długi sen dobrze mu zrobił.
Dzwoneczki przy drzwiach zadzwoniły. Cała paczka przyjaciół weszła do środka. Nowojorczycy z zaciekawieniem przyglądali się wystrojowi lokalu. Wszędzie rysunki kosmitów, kosmiczne gadżety.
Siedli przy jednym z dużych boksów. Po chwili czekania podeszła do nich bardzo młoda kelnerka.

— O witam z powrotem Tess i Is! – przywitała się z koleżankami i uśmiechnęła miło – Widzę, że mamy tu nowych gości, nazywam się Sara – dodała po chwili

— Cześć Sara, to tak faktycznie mamy nowych gości to jest Alex, Maria, Kyle i Liz – Isabel przedstawiła wszystkich

— Bardzo mi miło – Sara równie miło przywitała resztę

— Is, zapomniałaś o Nicholasie...Nicholas żyjesz!! – Tess pomachała młodemu chłopakowi przed oczami

— Co??...co się stało – Nicholas jakby się obudził – A siemka! – po chwili powstał i przywitał się z kelnerką, a jego ciało przeszył jakiś dziwny zimny dreszcz gdy popatrzył jej w oczy

— A więc co podać?? – spytała odrywając na chwile oczy od chłopaka

— Oby było jak najwięcej! – odpowiedziała Liz szerokim uśmiechem

— Tak może na początek dziewięć razy cola, dla mnie wiśniowa jak zwykle i pierścienie Saturna – Powiedział Max – pasuje? – zwrócił się do reszty, a oni przytaknęli

— Dobra przyniosę za 10 min. Na razie Nicholas – Sarze nie znikał uśmiech z twarzy

— Na razie Sara -chłopak jakby odpływał.
Czekali obiecane 10 min na posiłek. Michael zaproponował aby młoda kelnerka przysiadła się do niech, ale niestety nie mogła miała zbyt dużo klientów. Obiecała jednak, że kiedyś jeszcze się umówią.

***


Zbliżał się wieczór, a oni dopiero teraz wychodzili z Crashdawn. Dlaczego? Po prostu zagadali się. Rozmawiali o wszystkim co im "wpadło" do ust. Ale w końcu ok. 18 zakończyli i zebrali się do wyjścia.

— Zbierać swoje dupska i wskakiwać, jedziemy do domu! – wykrzyknął Michael

— Dupsko to masz ty?? – zagroziła Liz

— Dobra siostrzyczko, przepraszam!! – Guerin złapał zabawnie dziewczynę i przytulił

— Wole ciebie niż Ratha, to była ciota!!- Liz uśmiechnęła się szeroko i odwzajemniła uścisk

— Ty, Michael nie podrywaj mi dziewczyny – Max uderzył delikatnie przyjaciela w ramie

— Szwagier, nie bój żaby, ona jest twoja – Guerin oddał Liz w dobre ręce

— Dobra, ludzie jedziemy czy nie ja nie spałem całą noc – rzucił Kyle wsiadając do samochodu

— Tak jedziemy! – Isabel odpowiedziała za wszystkich. I po tych słowach wszyscy wsiedli do swoich samochodów i pojechali w stronę domu, w którym zamieszkają razem z nimi teraz Nowojorczycy.
Jechali przez czyściutkie uliczki Roswell. Było ciemno, jedynie gdzieś w oddali światła latarni. Po ok. 10 min (nawet mniej) dojechali do białego domu. Był bardzo ładny nawet pod osłoną nocy. Szofer z Mercedesa #1 wyszedł jako pierwszy. Za nim wyszła reszta Roswellian. A po chwili również nowojorczycy.

— Nie ma to jak w domu – powiedziała Tess

— Zgadzam się – poparła ją Isabel

— Zapraszamy w nasze skromne progi – Max szybkim krokiem podszedł do drzwi i otworzył je i wskazał aby weszli.
Cała ósemka po kolei przekraczała próg. Evans jako ostatni zapalił światło. W środku panowała miła atmosfera, aż chciało się tam być. Michael powiesił wszystkim kurtki na wieszak i wprowadził do pokoju dziennego, gdzie był jeszcze milej. Chłopaki od razu rzucili się na fotele i kanapę, zwłaszcza Kyle który był ledwo żywy. Dziewczyny przez chwilę stały, ale Tess jako pierwsza usiadła na jedynym wolnym miejscu na kanapie obok Valentyego. Liz, Maria i Isabel przez chwile zastanawiały się co zrobić, ale zdecydowały się siąść na kolanach swoich chłopaków. (w tle R'N'G "Here comes the son").

— Max, możemy iść już spać?? – spytała ziewając Liz

— Oczywiście, tylko mamy mały problem

— Jaki? – Maria zrobiła zawiedzoną minę

— No bo mamy tylko pięć pokoi! – Michael odpowiedział za Evansa

— Is, czy to prawda...jakoś jemu nie wierzę – Maria wiedziała co ma na myśli Guerin mówiąc o tym że nie ma gdzie spać

— A w każdym pokoju podwójne łóżka! – Max uśmiechnął się do przyjaciela porozumiewawczo

— Tak, to prawda – odpowiedziała Isabel

— Dobra, Misiek choć, ale śpisz na podłodze!! – De Luca pociągnęła chłopka w stronę korytarza. Michael jedynie uśmiechnął się jeszcze raz do Max i zaprowadził dziewczynę do pokoju.
Tak samo zrobiła reszta Liz i Max, Isabel i Alex, Tess i Kyle. Jedynie Nicholasa "usadowili" w oddzielnym pokoju, byłym pokoju Nasado. Jego pokój był najbardziej ponury i przerażający. Czternastolatek ze lekkim lękiem wszedł do niego i położył na stoliku swój plecak, przy okazji zapalając małą lampkę. Rozejrzał się po pokoju. Było tu czysto, wszystko na swoim miejscu. Na wprost niego były drzwi do łazienki, postanowił na początek wziąć prysznic i tak też zrobił.

***

Liz jak tylko weszła do przytulnego pokoju Maxa rzuciła się na łóżko przeciągając się leniwie. Wbiła się w poduszkę jakby nie miała zamiaru ruszyć palcem, a tym bardziej przebrać się. Mruknęła tylko jedno słowo:

— Dobranoc!

— Liz, a nie chcesz się przebrać? – spytał dziwnie patrząc na dziewczynę Max, ona jedynie przekręciła głowę na drugą stronę – wiedzę, że lubisz spać! – Evans położył się obok Liz – dziewczyna przekręciła się z powrotem do niego i uśmiechnęła się

— Bardzo, zwłaszcza po tylu nie wyspanych nocach, najpierw ty, potem impreza, a teraz niewygodne siedzenie samochodu, ledwo zdołałam zatuszować te wory pod oczami – Parker podparła się łokciami i zbliżyła do chłopaka całując.

— I za to cię kocham, zawsze wiesz kiedy chcę abyś mnie pocałowała! – Max odwzajemnił pocałunek

— Auć, nie mogę leżeć na brzuchu??

— Dlaczego??

— No, ... No bo mnie brzuch boli od tego...nie wiem czemu – Liz przewróciła się szybko na plecy i wstając szybko – Idę się przeprać, masz jakąś koszulkę, abym miała do spania?? – spytała po chwili

— Tak, tam w szafie powinno coś być – wskazał na dużą lustrzaną szafę w rogu pokoju

— O, mogę tą zieloną?? Jest bardzo fajna...- po krótkim czasie grzebania wyciągnęła z szafy jedną z koszulek

— No nie wiem, to moja na WF, wygrałem w niej dwa mecze koszykówki – Max chwile się zastanawiał, ale zauważywszy szczenięce oczy Liz, uległ – Ok.!

— Dzięki – wbiegła w podskokach do łazienki przymykając za sobą drzwi
Maxa, aż coś gryzło, aby do niej wejść. Słysząc obijający się o szybę kabiny odgłos wody i do tego nucenie przez Liz refrenu piosenki No Doubt "Hey Baby" doprowadzało go do szału. "Ty opanuj się, ona zaraz przyjdzie" mówił w duchu. Szybko rozebrał się (do bokserek), położył się na podłodze i zaczął robić pompki. "To na uspokojenie, zawsze pomaga". Po jakiś 10 min Liz wyszła z łazienki w pięknej zielonej koszulce uśmiechając się szeroko. Evans popatrzył w tamta stronę i ręce mu się ugięły. Padł na podołogę.

— Jak wyglądam – spytała Liz

— Przepięknie – odpowiedział Max wstając z podłogi – jak zwykle – dodał

— Niezłe bokserki – dziewczyna zaśmiała się cicho podchodząc do łóżka i kładąc się na nim

— Dzięki – odparł parząc na siebie z zaciekawieniem

— To dobranoc, masz poduszkę – Liz rzuciła jedną poduszkę na podłogę – dobranoc!

— Ale...- chłopak sam nie wiedział co robić

— Choć!! Żartowałam!! – zaśmiała się kpiące, przykrywając się kołdrą

— To rozumiem – Max "wskoczył" pod kołdrę łapiąc poduszkę w "locie"

— Miłych snów – szepnęła Liz gasząc światło pstryknięciem palców

— A gdzie...- ale Parker wiedziała czego chce, przysunęła się do niego i pocałowała namiętnie


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część