tigi

Razem jesteśmy silni (7)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Ray razem z Michaelem i Isabel widział jak Liz wsiada do vana.

— Co robimy? – zapytał Michael.

— Musimy ich śledzić.
W trójkę pobiegli do samochodu Raya.

— Myślisz, że to Kivar wysłał ich po Maxa? – zapytała Isabel.

— Chciałbym się mylić, ale innej możliwość nie widzę.

— Naraziliśmy Liz. Maria mi tego nie wybaczy – powiedział Michael.

— Uratujemy wszystkich.
Isabel nie słuchała ich wymiany zdań. W samochodzie jadącym przed nimi był jej brat, znaleziony po tylu latach. A teraz mogła go stracić na zawsze, nie zamieniając przedtem ani jednego zdania z nim. Czy również żałuję tak jak ona tych zgubionych chwil gdy mogliby być razem. Czuła nienawiść do Nasedo, że odebrał jej rodzinę, że nie był wierny królowi, a nawet za to że przyjechał tu z Maxem. Gdyby nie to nigdy nie poznałaby brata i nie miałaby czego żałować. Ale nie mogła w tej chwili również wybaczyć Rayowi, że pozwolił im odejść parę lat temu, że za późno zaczął działać, że nie pozwolił jej porozmawiać z bratem. Dlatego teraz śledzą vana i pytają się sami siebie, czy zdążą uratować króla.

— Michael, musisz być cały czas przygotowany na atak oraz ochroną Maxa.

— A co z Liz?

— Isabel zajmie się nią. Isabel, słyszysz? Isabel!
Dziewczyna spojrzała na Raya.

— Wiesz co masz zrobić? – Isabel pokiwała przeczącą głową – masz uwolnić Liz. Ja natomiast zajmę się Nasedo i Kivarem. Mam nadzieje że jeśli dojdzie do walki, Max z Avą do nas dołączą. Wtedy mamy szansę.

Van skręcił na pustynię.
Jeszcze parę minut i będzie po wszystkim, myślał Nasedo. Max będzie więźniem Kivara, a on odleci razem z Tess na Antar, do domu. Słyszał pytanie Tess ale nie miał sił odwrócić się i spojrzeć na nią. Może przypadkowo spotkał wzrok Maxa? Co on do niego w tej chwili czuje? Czy kiedyś mu wybaczy? Czy on sam wybaczy sobie? Wiedział, że nie. Po tych ostatnich dniach spędzonych w Roswell, kiedy odnalazł w sobie przypadkowo uczucia, że jednak Tess i Max są dla niego ważni, są jego rodziną, jego zdrada wydaję się być wielkim błędem, którego można było uniknąć. Chciałby to naprawić, zerwać umowę, ale wtedy przypłaciłby to życiem swoim, a nawet Tess i nikt nie zostałby aby pomóc Maxowi. Ale gdybyż dzisiaj lub jeszcze wczoraj wyjechali z Roswell, uciekli , Kivar musiałby ich szukać. Przyłączyliby się do Raya i razem pokonali Kivara. Czemu nie wpadł na to wczoraj? Czemu dążył do wykonania planu, sprowadzenia wojsk? Nie musiał kraść kamieni, wtedy wojska nigdy nie zbliżyły się do Ziemi. Dlaczego to zrobił? Tyle pytań go nurtowało, na które nie zna odpowiedź i nigdy nie pozna.
Liz siedząc w kącie samochodu, obserwowała drogę oraz twarze. Tess nie wiedziała co się dzieje, widać że gubi się. Nasedo rozmyślający. Oraz Max. Dlaczego kiedy znalazła miłość, osobę bliską jej, musi zaraz stracić. Czy nie może żyć u boku ukochanej osoby, która nie pochodzi stąd tak jak Maria czy Alex? Dlaczego oni mogą a ona nie? Dlaczego musi uczestniczyć w tym kosmicznym bałaganie. Czemu ma towarzyszyć Maxowi w tych ostatnich godzinach. Czy da siebie, aby spędziła jak najwięcej z nim chwil, czy dla niego aby do końca miał obok siebie przyjaciela, który da mu wiarę w dobre zakończenie? Bała się. Chciałaby aby była tu Isabel z Michaelem. Czy podążali za nim? Była pewna że widzieli jak wychodzą. Miała ochotę porozmawiać z Maxem, dodać mu i sobie siły. Choć jego twarz nic nie wyrażała, Liz czuła że się boi.
Samochód się zatrzymał.

— Wysiądźcie wszyscy. Max pójdziesz ze mną. Tess zostaniesz tutaj. – uprzedził pytanie Tess.
Nasedo wraz z Maxem zbliżył się do postaci odwróconej tyłem, która wydawała rozkazy.

— Kivarze o to Zan. – rzekł Nasedo.
Postać odwróciła się.

— Wielki król Zan. – powiedział z kpiną w głosie Kivar. – Nareszcie moje życzenie się spełni. Mam okazję pozbyć się największego wroga i zawładnąć Układem pięciu planet. Jakie to uczucie wiedząc, że jedna z najbliższych osób Cię zdradziła?
Max nie odpowiedział. Wiedział, że sam nie pokona tylu wrogów, dlatego czekał na cud, na przemianę Nasedo. Nie miał zamiaru zostać sprowokowanym do czynu, jakiego potem będzie żałował.
Dziewczyny przyglądał się tej scenie.

— Liz, wiesz co tu się dzieje? – zapytała Tess.

— Ty nic nie wiesz? – zdziwiła się Liz. – Nasedo zdradził Maxa. Teraz Kivar zawładnie Antarem.

— To niemożliwe! Nasedo nigdy by tego nie zrobił. Jesteśmy rodziną! – Tess z przerażeniem patrzyła na Liz oraz Nasedo. Chciała podbiec do opiekuna, ale żołnierze zatrzymali ją. Jak mogła nie widzieć, że Nasedo coś knuje. Czemu zwykła ziemianka wszystko wiedziała a ona nic? Max nie wyglądał na zdziwionego tym zajściem, czyżby wiedział o zdradzie ich opiekuna? Czemu jej nie zaufał i nic nie powiedział. Przypomniała sobie jak Max patrzył na Liz. W jego oczach widać było troskę o dziewczynę, miłość do niej. Tess zawsze traktował jak przyjaciółkę. Czy przegrała z Liz o jego miłość?

— Liz, ile dla ciebie znaczy Max?
Liz spojrzała zdziwiona na Tess. Groziło im teraz niebezpieczeństwo, a Tess zadaje tak dziwne pytanie.

— Zawsze szukałam mojej drugiej połowy. Widziałam szczęście przyjaciół chodzących na randki, a ja zawsze zostawała sama w domu. Było mi smutno, ale do czasu. Ujrzawszy Maxa, poczułam że to mój książę, na którego tak długo czekałam. Nie wiem czy on również coś do mnie czuje, ale odnalazłam osobę dla której warto żyć i o którą warto walczyć.

— Liz, niedawno zdałam sobie sprawę, że choć ustaliłam z Maxem że będziemy tylko przyjaciółmi, czuje do niego cos więcej. Ale patrząc na niego jak spogląda na ciebie, zdałam sobie sprawę, że jestem dla niego tylko siostrą, przyjaciółką i nic nie jest w tanie to zmienić. On również odnalazł tę jedyną osobę. Jesteś nią ty, Liz. Ciężko mi się z tymi pogodzić, ale uczynię wszystko byście mieli przed sobą jeszcze wiele chwil radości.

— Chcesz powiedzieć, że on również mnie kocha? – w oczach Liz pojawiły się łzy szczęścia.

— Tak. Dla waszej miłości, musimy zrobić wszystko aby go ocalić. Żałuję że nic wiedziałam o Nasedo, że nic nie zauważyłam podejrzanego, dlatego teraz spróbuję naprawić mój błąd.

— To nie twoja wina. Gdyby nie Ray, Max również nic by nie wiedział. Co masz zamiar uczynić?

— Czy Ray przybędzie?

— Chyba tak. Michael z Isabel obserwowali wasz dom. Musimy na nich poczekać. Jest ich za dużo byśmy same dały radę. Nie zapominaj, ze nie mam żadnej mocy, jestem człowiekiem.

— Liz, obiecaj mi, ze obojętnie jak to się skończy, pozostaniemy przyjaciółkami? Proszę cię również abyś wybaczyła mi, że była dla ciebie na początku nie miła.

— Tess, bardzo chciałaby żebyśmy były przyjaciółkami. Nie mam czego wybaczać. Twoja reakcja była normalna.
Dziewczyny uścisnęły się. Łączyła ich teraz więź przyjaźni i troska o Maxa.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część