tigi

Razem jesteśmy silni (3)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

Alex siedział razem z Isabel w jej pokoju. Chłopak wyraźnie martwił się o samopoczucie dziewczyny. Rozumiał że martwi się o kosmiczne sprawy, ale według niego nie mam na razie czym, ani Nasedo nie ma kamieni, ani oni nie znaleźli Zana. Czy on był nawet w Roswell?

— Isabel?
Dziewczyna powoli odwróciła głowę w jego kierunku.

— Chyba czas iść do Crashdown. Może przyjdzie tam ten nowy chłopak, pokażesz go nam.

— To chodźmy.
Wszyscy już byli w kawiarni, kiedy dotarli do nich Alex i Isabel.

— Isabel, widzisz gdzieś tego chłopaka? – zapytał Kyle.
Dziewczyna rozejrzała się.

— Nie.

— I co teraz? – zapytała Maria.
Dzwoneczki przy drzwiach zadzwoniły, obwieszczając nowego klienta. Do środka weszła Tess.

— To ta blondyna która była na festiwalu z Maxem. – zauważyła Liz. – Może wie gdzie jest?

— I co, podejdziesz do niej i spytasz się gdzie jest Max? Przecież my oprócz jego imienia nic o nim nie wiemy. – zauważył Kyle.

— Przecież możemy powiedzieć że go dzisiaj poznaliśmy.

— A skąd wiecie, że ona go zna? To wyglądałoby jak byśmy go śledzili. – do wszystkich dotarło, co mówi Kyle. Wiedzieli że ma rację.

— To zostaje nam czekanie? Zrozum, Kyle to być może mój brat?

— Isabel, musisz uzbroić się w cierpliwość.
Michael przyglądał się Isabel. Rozumiał co czuje. Dla niego znalezienie Zana również wiele znaczyło. Wierzył, że znajdzie w nim przyjaciela, brata.
Tess podeszła do lady zamówić wodę mineralną. Już miała skierować się do wolnego stilika, kiedy do kawiarni wszedł Max.

— To on – wyszeptała Isabel do Raya.

— Wiecie co jest w tym najdziwniejsze? – zapytał ich wszystkich Ray. – Że ja jego też podejrzewałem.

— To ten chłopak co usiadł niedaleko Nasedo. Co on może mieć wspólnego? – nie rozumiał Michael.

— Od jego wejścia, Nasedo się zmienił, stał się czujny na to co mówi i co chwila spoglądał na chłopaka.

— Sądzisz, że to on?
Ray nic nie odpowiedział, tylko skierował swoją uwagę na Maxa. Chłopak zauważywszy Tess podszedł do niej.

— Co ty tu robisz?

— Siedziałam u siebie w pokoju, czekając na ciebie, ale długo się nie zjawiałeś więc wyszłam na spacer. Chciałabym z tobą porozmawiać o tym co się wydarzyło dzisiaj. – Tess spojrzała chłopakowi w oczy.

— Nie teraz Tess. Wracaj do domu. – Max po raz pierwszy rozejrzał się po wnętrzu. Natychmiast dostrzegł Raya i chłopaka towarzyszącemu mu na spotkaniu z Nasedo. Nie umknęło jego uwagi, że wpatrywali się w nich. Maxa zadziwiła taka duża grupa ludzi wokół nich, według nie go w Roswell była tylko trójka kosmitów. Więc kim są ci ludzie? Wrogami czy przyjaciółmi? Znają ich prawdę o pochodzeniu?

— Max nie będziesz mi rozkazywał! – usłyszał podniesiony ton głosu Tess.

— Usiądźmy. – razem skierowali się do pustego stolika, który sąsiadował ze stolikiem zajmowanym przez Raya.

— Tess – mówił szeptem Max – ta kłótnia między mną a Nasedo wynikła ze stresu, napięcia. Wszyscy musimy się spotkać i obgadać sprawę kamieni. Nie wierze że oni też nie chcą poznać naszego prawdziwego domu.

— Max, ty śledziłeś wtedy Nasedo. Jak oni wyglądają?

— Tess, wybacz nie powiem ci tego. Jeszcze się przed nimi zdradzisz. Nie mogę narażać cię na niebezpieczeństwo.

— Ale ty wiesz jak wyglądają! A czy oni wiedzą o tobie?

— Wątpię. Nie dosiadłem się do Nasedo, jak oni byli w kawiarni.

— Max, wiem że chcesz ich poznać, widać to po twoich oczach. Ale proszę cię, nie narażaj siebie na niebezpieczeństwo. To zdrajcy i nie wiemy jakie mogą mieć plany wobec nas. Obiecaj mi, że będziesz rozsądny.

— Obiecuję. A teraz zmykaj do domu. – uśmiechnął się Max. Tess wstała i wyszła z kawiarni.
Dziwiło go zachowanie Tess. Dawno nie była taka opiekuńcza, troskliwa o niego. Bała się. Czuł, że jest przerażona. Rzadko kłócili się z Nasedo, prawie nigdy, a jak już to o drobnostki życia codziennego: że Max się spóźnił na spotkanie, wrócił za późno, czy wyjechał bez uprzedzenia za miasto, ale nigdy o sprawy kosmiczne. Nigdy, dopóki nie przyjechali do Roswell, miasta kosmitów. Wiedział że Tess boi się rozszyfrowania kim jest, woli pozostać dla wszystkich anonimowa, nie chce poznać pozostałych. Dlatego że byli zdrajcami. Maxa zdziwiło ile razy powtarzają dziennie słowo zdrajcy. Dlaczego ich tak nazywamy? Dlatego że rozbili statek? Może to był błąd przy lądowaniu. Przecież o wszystkim wiemy z ust Nasedo, a jeżeli on wyolbrzymił prawdę. Jeśli Ray popełnił tylko mały błąd przy lądowaniu? Chciałbym móc z nimi porozmawiać, ale bez odkrywania kim jestem. Szkoda że nie mam tej mocy co ma Nasedo.

Tess szła ciemny chodnikiem do domu. Bała się o siebie i o ... Maxa. Zawsze się bała o Maxa, ale to mieli małe problemy ze skórami czy FBI, ale teraz czuła że jest to poważna sprawa. Nigdy nie spotkali tak silnego wroga. Ale najbardziej przerażała ją myśl, że nie boi się o Maxa jak o przyjaciela tylko jak o ... chłopaka, miłość swojego życia. Czyżbym się zakochała? Czy to nasza mocna więź na mnie tak działa?
Nagle z krzaków wyłoniła się ręka, która chwyciła Tess za ramię. Dziewczyna przeraźliwie krzyknęła. Pomyślała że to Ray pochwycił ją. Tajemnicza postać zasłoniła jej usta.

— Nie krzycz to ja! – Dziewczyna spojrzała na postać. Rozpoznała w niej ... Nasedo.

— Co ty tu robisz? – wyszeptała, jeszcze przerażona Tess.

— Idę pod Crashdown, by następnie śledzić Raya. Chce mu wykraść kamienie.

— Nie lepiej porozmawiać.

— Tess, chyba mnie zrozumiesz. Nie chcę narażać ani ciebie ani tym bardziej Maxa na wystawianie się na niebezpieczeństwo.

— Też nie chce, ale obiecał nie popełniać głupstwa.

— Rozmawiałaś z nim – Nasedo stał się podejrzliwy.

— Tak. Wie kim jest Ray i Rath. Obiecał mi ich nie poznać bliżej.

— Tess, chcesz go uchronić przed nimi. Prawda? – dziewczyna przytaknęła. – Musisz trzymać go z daleka od nich i ode mnie. Jeśli będzie zawsze mnie śledził, nie będę mógł wykraść kamieni.

— Ale jak mam to robić?

— Chodź z nim wszędzie. Przy tobie będzie zachowywał się rozsądnie.

— Dobrze.

Do Maxa podeszła Isabel.

— Cześć, poznaliśmy się dzisiaj na festiwalu. Dołącz do nas. – poprosiła. Przedstawiła wszystkich chłopakowi.
Rozmawiali o festynie, pogodzie, Roswell. Max polubił wszystkich, ale czuł się spięty, znając prawdę o nich, a nie mogąc się przyznać.

— Wierzysz w katastrofę UFO, która miała tu miejsce? – zapytał nagle Ray.

— Tak. To możliwe że kosmici żyją wśród nas. – "Wchodzimy na niebezpieczną drogę"
Max odwrócił na chwilę głowę. Ray postanowił to wykorzystać na sprawdzenie kim jest Max? Jeśli się odwróci jak go zawołam to znaczy że jest królem. Oby nim był. Wyczuł napięcie które emitowało od Isabel i Michaela. Oni tez zdawali sobie sprawę że nadchodzi moment rozłożenia kart.

— Zan? – wyszeptał Ray. Czuł jak głos staje mu w gardle. Wszyscy uważnie spoglądali na Maxa.


Poprzednia część Wersja do czytania Następna część