presea

Zakazane wspomnienia (4)

Poprzednia część Wersja do czytania Następna część

***BŁYSK***

—Rath?

—Hm?

—Jak zginąłeś?
***BŁYSK***
Rath patrzył jak statek nosi się i błyskawicznie znika. Musiał teraz zebrać żołnierzy – tych co zostali – i... coś zrobić. Walka była z góry przegrana – wiedział o tym.
Z zamyślenia wyrwał go odgłos klaskania. Niedaleko stał żołnierz w mundurze Skórów.

—Doprawdy – powiedział – to było wielce wzruszające.
Rath wpatrywał się w niego z wyraźnym grymasem złości na twarzy.

—No proszę – warknął. – Sam Nicholas się tu pofatygował.

—Jaka tam ze mnie teraz ważna persona, kiedy Kavar też tu jest? Zdaje mi się – smutno się uśmiechnął – że twoja narzeczona go tu zaprosiła.

—Vilandra by tego nie zrobiła – jasne, pomyślał, oszukuj sam siebie.

—Tak, tak – powiedział drwiąco Nicholas. – A ja nie zabiłem Zana.
To powiedziawszy wyciągnął rękę, a Rath uderzył o ścianę. Nicholas podszedł do nieruchomego Ratha.

—Już się poddajesz? Szczerze mówiąc liczyłem na większą bijatykę.

—I nie przeliczyłeś się – powiedział cicho Rath. Tym razem to Nicholas odleciał do tyłu. Z ust pociekła mu krew, ale ponownie stanął na nogi.

—Zabiłem Zana, Avę, zabiję ciebie. Szkoda, że Kavar sam zajął się Lonnie. Zaliczyłbym całą Królewską Czwórkę.
Znowu uderzył Ratha, który tym razem już się nie podniósł. Nicholas otarł krew z twarzy i mruknął;

—Żegnamy wice króla.
***BŁYSK***

—Musimy porozmawiać z Zanem.

—Po co? Prawie za każdą asteroidą w naszym systemie stacjonują tysiące myśliwców. Czekają na twój rozkaz...

—Rila, uwierz mi. Zan się zmienił. Nie jest już tym zepsutym, aroganckim szczeniakiem, który na Antarze miał za nic życie swoich żołnierzy.

—Skąd wiesz, że i tym razem się nie zmieni?

—Tak, czy owak, to on jest królem. Musi wiedzieć.
Jechali do Maxa. Rath zadzwonił do niego i powiedział, że coś znalazł. Kto mógł przypuszczać, że Michael nie jest już Michaelem?
***
Zaparkowali po drugiej stronie ulicy. Rath wysiadł i wpatrywał się w podjazd Evansów. Szła nim jasnowłosa dziewczyna. Maria, pomyślała Rila podążając za jego spojrzeniem, kuzynka Seana.

—Znasz ją?
Rath wydawał się trochę zakłopotany.

—Michael chyba coś do niej czuł.
***
Wszyscy byli zdziwieni – mało tego – zaszokowani – tym, że Michael wszystko pamięta. Najbardziej chyba Maria. Max zachowywał się najbardziej trzeźwo, co mile Rilę zaskoczyło. Na Antarze spokój i Zan to były dwa bardzo odległe słowa. Dziwiło ja również zachowanie Avy. Była trochę podenerwowana.
Rath kończył właśnie opowiadać im zdarzenia z przed pięćdziesięciu lat.

—No dobra – wtrącił któryś z Ziemian, chyba Kyle – skoro polują na was, to po co im w takim razie Granilith?
Rath wyglądał na zaskoczonego.

—Granilith? Przecież mają swój – zwrócił się do Rili. – Prawda?

—No, właśnie chodzi o to, że nie mają.

—Co? – Rath szeroko się uśmiechnął. – Nie wierzę! C z nim zrobili?

—Jak dowiedzieli się o waszych klonach wysłanych na Ziemię, zaczęli się tu masowo zjeżdżać. Od czterdziestego siódmego do sześćdziesiątego siódmego zrobili pięć kursów, przywozili nowych żołnierzy. Pewnego razu Kavar zgodził się, żeby wzięli Granilith. Wtedy podróże w kosmosie zajmowały by mniej czasu. I tak właśnie czwartego października sześćdziesiątego siódmego roku mieli na statku awarię. Wpadli do morza, niedaleko Shag Harbour w Nowej Szkocji...

—Czytałem o tym – wtrącił Max. – W UFO Center.

—No właśnie. Więc to był transport Skórów. Nicholas nim nie dowodził – a szkoda – ponieważ miał zadbać o to, żeby wyciszyć sprawę jakiegoś morderstwa. Na ciele jakiegoś faceta znaleziono srebrny odcisk dłoni.
Wszyscy mimowolnie spojrzeli na Tess.

—Nasedo zabił wiele osób – powiedziała.
Rila kontynuowała:

—Przez tydzień, statek w morzu wykazywał pewna aktywność. Ci, którzy przeżyli wewnątrz, próbowali go naprawić. Statek przepłynął do Zatoki Main. Tam wynurzył. się i odleciał. Właściwie zniknął. Nikt nie wiedział co się z nim stało. Oczywiście to sprawdziliśmy. Wiecie co się okazało? Słyszeliście może o meteorze tunguskim?
Wszyscy milcząco pokiwali głowami.

—Sugerujesz, że to był ich statek? – Zapytała Isabell.

—To był ich statek.

—Ale przecież meteoryt tunguski rozbił się pięćdziesiąt dziewięć lat wcześniej.
Rila i Rath wytrzeszczyli na niego oczy.

—I co z tego? – Zapytał Rath.

—Przecież nie mogli cofnąć się w czasie – zaoponował Max.

—Dlaczego nie? – Zdziwiła się Rila. – To wy nie wiecie, że Granilith ma nieograniczone możliwości? Oficjalnie podróże w czasie są zakazane, ale u nich nastąpiło zapewne jakieś spięcie.

—Więc Granilith jest im potrzebny do powrotu?

—Nie. Dzięki niemu mogliby przyspieszyć produkcję nowych powłok. Co do powrotu, niedawno opracowano nowy system podróży. Pozwala szybko i bez użycia statków przemieszczać się po kosmosie. Ale to na razie nie ważne. Jeszcze jakieś pytania?
Wszyscy milczeli.

—Więc teraz moja kolej. Powiedzcie mi skąd dowiedzieliście się, że jestem w Roswell?
Pierwszy odezwał się Max.

—Poszłaś do UFO Center.
***BŁYSK***



Poprzednia część Wersja do czytania Następna część