Aga

Koniec Początku (2)

Poprzednia część Wersja do druku Następna część

— Gdzie ja jestem??? – pytała lekko zaspana Maria.
Nagle zrozumiała, że jest w Crashdown Cafe. "Ale dlaczego tu nikogo nie ma? Gdzie się wszyscy podziali? I dlaczego tu jest tak ciemno? – myślała przestraszona dziewczyna.

— Liz jesteś tu?! LIZ!!!! – wołała, ale nikt nie odpowiadał. – Gdzie jest mój olejek cedrowy? – sięgnęła do kieszeni, lecz nic nie znalazła.
Weszła do pokoju przyjaciółki i spojrzała do lustra. "Boże, dlaczego na moim ubraniu jest krew??? Co się tu dzieje? Nic nie rozumiem!" – myślała rozgorączkowana Maria. Usiadła na łóżku. Nie jest teraz w stanie utrzymać się na nogach. Kręciło jej się w głowie. Nagle włączył się telewizor w pokoju przyjaciółki Marii. Teraz bała się jeszcze bardziej. Na ekranie pojawili się Alex, Liz i właśnie ona. Pamięta to wydarzenie. Wybrali się wtedy do dyskoteki UFO. W trójkę przyjaźnili się dopiero od roku. Jednak obie z Liz czuły jakby znały Alexa od wieków. Same przyjaźnią się od drugiej klasy. Są dla siebie jak siostry. Nie mają przed sobą żadnych sekretów i tajemnic. Obiecały to sobie. Tworzyli wspaniałe trio, do kiedy...Na ekranie telewizora pojawiła się scena jak bandyta postrzela Liz a Max Evans ją uzdrawia. " Tak od tego momentu nasze życie zmieniło się o 180 stopni." Przypomniała sobie, co przeżywała widząc umierającą przyjaciółkę. Popłynęła jej łza. Z tym wydarzeniem straciła wszystkie złudzenia i marzenia. Jej życie opierało się na tym, aby chronić trójkę kosmitów przed Szeryfem Valentim. Po drodze zgubiła gdzieś dawną radość życia i marzenia dotyczące kariery, już nie śpiewała tak często. W telewizorze zobaczyła jak uciekają przed Szeryfem.
" Tak to w Roswell codzienność." – zrozumiała Maria. Żałowała, że właśnie urodziła się w Roswell. Dlaczego nie w Los Angeles, w Hollywood, tam było jej miejsce. Dlaczego troje kolegów z szkoły okazało się kosmitami ocalałymi z katastrofy UFO w 1947 roku. To przecież ironia losu, żart, jaki zgotował jej, Liz i Alex'owi. Na ekranie pojawił się 'obraz' całej jej paczki. To zdjęcie zostało zrobione na urodzinach Alexa. Marii już nic nie dziwiło. Pamięta jak wszyscy dobrze się bawili. Co, jak co ale w szóstkę tworzyli dobrze zgraną paczkę. Oczywiście nie obyło się bez kłótni, ale tylko na samym początku. Teraz łączyło ich coś więcej niż tylko przyjaźń. Byli prawie jak rodzina -kosmiczna zresztą. To ich różniło od innych.To była dobra strona medalu. Zła to ta, że ciążyła na nich tajemnica, której nie mogli zdradzić nawet własnym rodzicom. Bardzo trudno było ich okłamywać. W pewnej chwili na ekranie pojawił się Michael Guerin.

— O nie na niego nie mam zamiaru patrzeć. – powiedziała Maria – Jesteś po prostu kretynem!! – krzyknęła do telewizora, po czym wybiegła z pokoju.
Wyszła z Crashdown na ulice. Zobaczyła, że i tam nie ma żywej duszy. " Co się dzieje?" – pomyślała ponownie. Poczuła silny ucisk w głowie. Zaczęła ciężko oddychać i osunęła się na ziemie. Straciła przytomność.

Amy DeLuca obudziła się nagle. Zasnęła na chwilę na krześle w poczekalni w szpitalu. Siedział tam już od siedmiu godzin i była już bardzo zmęczona. Nadal nie było nic wiadomo na temat Marii. Trzeba było czekać, a bezczynność i czekanie to straszna męka dla matki. Zwłaszcza, że Maria to było jej jedyne dziecko. Jej mała córeczka. Nie miała nikogo innego. Ojciec Marii zmarł, kiedy ona jeszcze była niemowlakiem. Amy było bardzo ciężko, ale doskonale sobie poradziła z wychowaniem córki.
Max i Isabel Evans oraz Liz Parker i Alex Whitman również czekali na lepsze wieści. Max próbował setki razy skontaktować się z Michael'em, ale bez skutku. Nie odbierał telefonu. Był także u niego w domu, lecz tam nie było. Wie dobrze, bo za pomocą mocy wszedł do jego domu i sprawdził. Wszyscy martwili się o niego nie niej niż o Marie. Bali się, że może zrobić jakieś głupstwo.
Sześć godzin temu Max wszedł do pokoju Marii, aby ją uzdrowić. Ale nie dało się. Nie rozumiał tego. Nie mógł z nią nawiązać łączności ani pomóc w inny sposób. Próbowała także Isabel. I też nic. Nie wiedzieli, dlaczego tak się dzieje, co martwiło przyjaciół jeszcze bardziej. Nigdy nie zdarzyło się im coś podobnego.

— Napije się pani kawy? – zapytała troskliwie Liz Amy widząc, że już nie śpi.

— Nie dziękuję, Liz. Coś się dzieje, czuje to. – powiedziała zaniepokojona.
Odwróciła się i zobaczyła, że lekarze biegną do pokoju Marii. Podniosła się szybko tak jak inni:

— Co się stało? Proszę powiedzcie mi! – zawołała Amy.
Nie usłyszała odpowiedzi.

— Wszystko będzie dobrze, proszę mi wierzyć – uspakajała Amy Isabel, choć sama nie za bardzo w to wierzyła. I przytuliła ją.
To samo zrobił Max. Z tą różnicą, że przytulił Liz. Po piętnastu minutach lekarze wyszli z sali. Jeden z nich podszedł do mamy Marii.

— Nastąpiło chwilowe zatrzymanie pracy serca pani córki. Ale już
w porządku. Lecz niestety Maria zapadła w śpiączkę i nie wiadomo czy się
obudzi...


Poprzednia część Wersja do druku Następna część